Umarł rok 2013, niech żyje rok 2014!

najlepsze gry

Ponoć ostatnio urwało się kalendarzom. Wiecie coś na ten temat?

Zmiana daty to najlepszy czas do wszelkiego rodzaju podsumowań i prognoz, tego co było i tego co dopiero ma nadejść. Parafrazując znaną reklamę gum rozpuszczalnych: każdy ma zestawienie, mam i ja! Jako, że już jestem spóźniony, postaram się streszczać. Rach ciach po 3 najlepsze pozycje z działu gier, filmu i seriali (podzielone na dwie części), ważniejsze wydarzenia i trochę wróżenia z fusów. To jedziem.

Trójka wspaniałych

bioshockinfinite0320131600jpg-480b88

1. BioShock Infinite

Nie spotkałem się chyba z tegorocznym zestawieniem, w którym na najwyższym stopniu podium stanęłoby dzieło ekipy Irrational Games. Szkoda, ale poniekąd rozumiem i akceptuję ten stan rzeczy. W zasadzie dostaliśmy ten sam gameplay, wałkowany do bólu w dwóch ostatnich odsłonach. W dodatku wielu zarzuciło mu uproszczony system walki, jakoby mniej wymagający. Ale Panowie i Panie (lub drodzy gracze po prostu), artyzm to w tym wypadku słowo klucz. Design latającego miasta najzwyczajniej w świecie potrafi zauroczyć. Kolumbia mogłaby się stać definicją utopii. Zawieszonego wysoko w chmurach, rozmytego, niedoścignionego marzenia, które rozbija się tym boleśniej, że spada z wysoka. Podziały rasowe i walka o równouprawnienie. Kult jednostki oparty o kłamliwy mit. Propaganda. Brak klarownych podziałów na dobrych i złych. Dylematy moralne. To jakby problemy XX wieku podane w pigułce. Ktoś może powiedzieć, że przesadzam. Wyolbrzymiam. Że tematy te potraktowane zostały po łebkach. A w tak lakonicznym przekazie trudno o wyciąganie jakichkolwiek sensownych wniosków. Może to i racja. A może kwestia interpretacji. Bo BioShock Infinite to wciąż gra. I jako taka stanowi kamień milowy w budowaniu interaktywnej narracji, będąc przy okazji wzorem estetycznego piękna.

Wpłynięcie do Rapture było piękne (umieściłem je kiedyś w Plejadzie najciekawszych wstępów gier), ale wlot do Kolumbii dosłownie zrywa kask.

nws_gta54321

2. GTA V

Branżowy gigant. Marka sama w sobie. Gdy nadchodzi gra z logiem Rockstar możesz łykać ją w ciemno. Gdy nadpływa jej flagowy okręt, cały świat stoi w kolejce po swoją kopię. Przynajmniej do takich wniosków można dojść obserwując manię towarzyszącą premierze V odsłony GTA.

Będąc szczery. Kusiło mnie, ale nie miałem aż takiego parcia. Znaczy…

SantaClausPlusGunNo dobra, może i miałem parcie, ale było do ujarzmienia. Poczekałem, aż cała ta zawierucha ucichnie. Pociągnąłem za brodę mikołaja i przyłożyłem mu gnata do skroni. Wiedział, czego chcę nim mrugnąłem oczami. Tym sposobem trafiłem do Los Santos tuż po zmianie kalendarza.

Spędziłem w nim na ten moment coś koło 20 godzin. I jestem pod wrażeniem. Dużo większym niż przy IV. Liberty City przy Los Santos wydaje się być jedynie pipidówą. Ba! Skala stanu San Andreas z 2010 roku (czyli mapa o teoretycznie większym zasięgu, składająca się z 3 miast) już tak nie imponuje.

Trzech bohaterów to był strzał w dziesiątkę. Przełączanie się między nimi zrobiło dobrze nie tylko dla samej rozgrywki, wpłynęło również na płynność w narracji. Jej dynamizm został jeszcze bardziej podkręcony, a szalone akcje trzymają poziom wyższy niż kiedykolwiek.

normal_EbA4OlZa mną już pierwszy dziewiczy napad. Wykonany z pompą, ale jednocześnie po cichu. Bo tak uważałem za stosowne. Bo to ja ustalam plan, a po co sięgać po broń skoro można przechwycić furgonetkę gazu usypiającego i odesłać cały personel w objęcia morfeusza? Mogłem jeno nie oszczędzać na ekipie. Zamiast dorzucić grosza do dobrego strzelca, to kierowany chciwością (bo po co mi wykwalifikowany cyngiel, skoro robota miała być cicha?), wolałem większy przydział łupu dla siebie. W efekcie podczas szalonej ucieczki przez tunele kanalizacyjne strzelec rozpostarł swe wnętrzności na pobliskiej ścianie. Część gorącego towaru trafiła w lepkie łapy policjantów. Trudno się mówi, kasę liczy się dalej.

Ktoś powie, że to szalone umieszczać na liście najlepszych tegorocznych gier tytuł, którego nawet w całości się nie ograło. Ale c’mon. To GTA. Na pierwszy rzut oka widać, że najlepsze od lat. A na pewno najlepsze od czasu San Andreas. Rozbudowane w myśl złotej zasady „bigger, better and more badass”, z widocznym skokiem jakościowym zarówno w pomysłach, jak i prezencji. Bo dodać trzeba, że grafika bliska jest tu poziomu brazylijskiej przygody Maxa Payne’a. A biorąc pod uwagę skalę gry, jej rozbudowanie i praktycznie nierzucające się w oczy loadingi, to jest to nie lada wyczyn. Pożegnanie PS3 i Xboxa 360 przez mistrzów z Rockstar w wielkim stylu.

tomb-raider-2013-e1363208784646

3. Tomb Raider

O rebocie historii opowiadającej o pięknej brytyjskiej pani archeolog pisałem już przy okazji jej pierwszego macanka. I zdania od tamtej pory nie zmieniłem. Gra ma swoje wady, ale wciąż jest jedną z najlepszych przygód 2013 roku. Zmiany, które zaszły w mechanice i w imejdżu panienki Croft wyszły tytułowi na dobre. Aktorzy, na czele z odtwórczynią głównej roli Camillą Luddington, odwalili kawał solidnej roboty. Cięższej atmosferze akompaniuje niezwykle przekonująco postękująca z wycieńczenia (jednocześnie wciąż nieśmiertelna) Lara, która na naszych oczach coraz bardziej się demoluje i dorośleje. O wiele bardziej ludzki obraz zszarzałego gamingowego pomnika.

tomb_raider_2013__reboot_with_classic_by_irishhips-d5yglb1W końcu seria zdaję się pójść całym ciężarem w nowym kierunku. Przestała się mizdrzyć do swojej spuścizny, a zerwana z kagańca w końcu przyniosła za sobą długo oczekiwaną świeżość. Lara Croft już raz trafiła do kostnicy. By znowu rozgrzać fanów, zwyczajnie musiała narodzić się na nowo. Trzymam kciuki, że niebawem seria zarządzi na nowych maszynkach, jak zarządziła kiedyś na PSX.

 

 

Wyróżnienie

Brothers: A Tale of Two Sons

brothers-a-tale-of-two-sonsGra z innej bajki. Tak można napisać w skrócie. Zarówno gameplayowo, designowo, jak i narracyjnie to odjazd w zupełnie nieeksplorowane wcześniej rejony. To klimat braci Grimm natchniony skandynawskim pejzażem i opowiadaniami.

Prosta historia została tutaj przekazana w niebanalny i subtelny sposób. Chłopaki ze Starbreeze Studios pokazali, że da się zaakcentować symfonię uczuć i związać gracza z bohaterami nie pisząc nawet jednej linijki dialogu. Przynajmniej nie dialogu przekazywanego za pomocą najprostszego ze sposobów – języka.

Siła rażenia tego tytułu tkwi również w nowatorskim spojrzeniu na kooperację. Bracia, którzy wzajemnie się wspierają, poznają przyjaciół, rozprawiają z wrogami, zbliżają się do siebie i oddalają, razem rozwiązują zagadki, to tak naprawdę dwie gałki i dwa spusty twojego pada. Tylko tyle wystarczyło by stała się magia.

Mała Wielka gra. Produkcja, która zapewne przepadnie w gąszczu głośnych zeszłorocznych tytułów, a szkoda. Udało mi się przekonać do niej Asię z bloga Makarondizajn (polecam link) i nie żałowała. Jestem pewny, że każdy kto zapuści się w te egzotyczne/baśniowe rejony, również nie będzie.

256345850

Działo się…

w branży growej dość sporo. „Pożegnalny” rok PS3 i Xbox 360 nie był może już tak zatłoczony w wielkich premierach wydawniczych, jak jeszcze rok, dwa, a nawet trzy lata wcześniej. Ale wciąż nie można tego nazwać suchą wymianą uprzejmości. Zmiana warty (mimo, że bardzo długiej) następuje godnie.

Ten rok mimo wszystko będziemy jednak pamiętać głównie z zapowiedzi nowych maszynek ze stajni Sony i Microsoftu. Było szumnie, barwnie, a i nie obyło się bez ekscesów. Przepychanki między gigantami na tegorocznym E3 bezsprzecznie wygrało Sony. Amerykański koncern w zasadzie oddał swoją ojczystą ziemię bez żadnej walki. W szerokim uśmiechu podłożył się pod koła nadjeżdżającej japońskiej gabloty. Że o wpadce Dona Mattricka jedynie wspomnę, nawet już głośno się z niej nie śmiejąc.

Karty zostały rozdane. Ale prawdziwa rozgrywka dopiero przed nami. Gdy rywale w najbliższych latach zaczną je wykładać na stół, przekonamy się kto blefował, a kto faktycznie trzyma w swoich rękach możliwie najszczęśliwszy układ.

A w Polsce jak to w Polsce. Znowu powróciliśmy do korzeni z raptem jednym nowym systemem wspieranym przez oficjalny kanał dystrybucji. Nintendo nie weszło ani drzwiami, ani oknami, ani w ogóle nie weszło (złośliwi twierdzą, że nawet nie spróbowało). Że nie są hardcorami wiadomo nie od dziś. Polskich fanów hydraulika czeka chyba wieczna banicja. Również Microsoft wypiął się na bazę, którą zdążyła obrosnąć 360’tka. Mglista data premiery Xboxa One w 2014 musi na ten moment wystarczyć. Jeżeli ktoś sądził, że po akcji WeWantLive nic już nie będzie takie samo, to cóż… mylił się. Po pierwsze primo Microsoft zajęty jest ogarnianiem bodaj tych 15 rynków na których już jest obecny. Po drugie primo ktoś by musiał usiąść nad Kinectem i nauczyć go polskiego, a jak wiadomo polska język – trudna język. I po trzecie primo – ultimo, po co? Dla tych kilku tysięcy konsol, których w pierwszym roku użytkowania przesieje piractwo? Polska krainą Sony płynąca. Tu japoński sprzęt ma się lepiej niż nawet w Japonii.

Happy new gaming!

Tak naprawdę dla wielu graczy to rok 2014 zwiastuje nadejście nowej generacji. Dopiero teraz do ich salonów masowo trafią nowe sprzęty, a także gry, które faktycznie tworzone są z myślą o nowych sprzętach. Na moim blogu trzy tytuły: Watch Dogs, Destiny i The Division, przewijały się wielokrotnie. Ale jest to jedynie wierzchołek góry lodowej. Tytułów, których wypatruję z utęsknieniem jest znacznie więcej. Fanów wielkich robotów rozgrzeje Titanfall, saga Metal Gear Solid doczeka się V odsłony, na salony powróci dawno niewidziany złodziejaszka z serii Thief. Arkejdowego kopa posiadaczom Xbox One ma zapewnić Sunset Overdrive. Po baśniowym świecie Tamriel z The Elder Scrolls w końcu będzie można pohasać ze znajomymi. Natomiast kreatywnych pobudzi Project Spark. I mógłbym tak wymieniać jeszcze długo. Wspomnieć chociażby o intrygującym Quantum Break, którego autorzy przebąkują cały czas o rewolucji stanowiącej pomost pomiędzy światem telewizji, a interaktywnym grajdołkiem. Pytanie tylko, które z tych gier trafią na czas do sklepu. Znając chociażby Remedy Entertainment, niedoszłych twórców Quantum Break, z wielokrotnie przesuwanego w czasie Alan Wake’a, można jedynie domniemywać, że przewidywana data premiery gry to wiosna 2017. A takich bolesnych poślizgów w początkowej fazie rozpoznawania urządzeń nowej generacji, może być znacznie więcej.

W 2014 nie zabraknie również polskich akcentów.

W 2014 nie zabraknie również polskich akcentów.

Co by się jednak nie działo, ile gier nie przesunięto i skasowano, to jedno jest pewne, najbliższe 365 dni zapowiada się zjawiskowo. Najlepiej od kilku lat. Bo oto idzie nowe.

Nie tylko w sferze mechaniki i oprawy wiele rzeczy ulegnie zmianie. Przede wszystkim sposób komunikowania się z grami znacznie ewoluuje. Smartfony, tablety, PS Vita, Kinect. Te urządzenia mogą w szybkim tempie zmienić dotychczasowy sposób myślenia o tradycyjnym graniu i rozszerzyć skostniałe spectrum doznań. Brzmi jak wyświechtany slogan? Czas pokaże.

Szoszal media i chmura. Dwie rzeczy, które zdominują dyskurs w branżowych mediach. Sposób komunikowania się graczy i chwalenia swoimi wynikami osiągnie nowy poziom. A chmura? Już na dzień dzisiejszy PlayStation Now zaprowadziło panikę na salony tradycyjnych sieci handlowych. Widzisz to Microsofcie? Od kija, lepsza marchewka.

Przy bieżących sprawach jeszcze będzie czas by przystanąć i nad nimi pokontemplować. Na razie cieszmy się rosnącym kalendarzowym high scorem i przybijmy raz jeszcze szampanem zbliżające się 12 miesięcy. Jest (będzie), co świętować.

Grami

PS: Powyższy tekst zanim trafił na serwer doczekał się brody na moim dysku twardym. Napisałem go ponad tydzień temu. Nie było jedynie czasu by go wrzucić. Poczyniłem znaczne postępy w GTA V i zdania nie zmieniłem.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s