Techland Fantasy Expo (Ł)Okiem Gracza

100_2148

Działo się.

Techland Fantasy Expo dało radę. Po wielu latach posuchy Wrocław został obsadzony ciekawym eventem okołogrowym. Hala IASE przyciągnęła do siebie wielbicieli orientalnych klimatów, fanów cosplayu, jak i oczywiście graczy. A najczęściej wszystkich po trochu. Bo kto nie lubi dobrego komiksu, książki, gry wideo, czy gry planszowej?

Oj działo.

Początek był dla mnie bezbolesny. Wszedłem do hali jak po maśle. Zostawiłem kurtałkę i grzecznie odmeldowałem się na wyższą kondygnację. Tłumnie, ale całkowicie znośnie – pomyślałem. Fakt, że było jeszcze wcześnie nikomu zdawał się nie przeszkadzać. Z godziny na godzinę szczęśliwy tłumek puchł, aż nabrał całkiem sensownych rozmiarów. Ścisk starali się zmniejszać organizatorzy. Zupełnie nie zdawałem sobie sprawę, co zobaczę wychodząc z hali. Chętnych było znacznie więcej niż wolnego miejsca. W związku z tym utworzył się mały impas i kolejkowanie jak za czasów komuny.

Organizatorzy sami przyznali, że zachowali się troszkę nieśmiało względem rachunków i zupełnie zaskoczyła ich liczba zainteresowanych. Biją się w pierś, że za rok już nie popełnią tych samych błędów. Hala Stulecia? Laserowy pokaz na ścianach? Koncert muzyki tematycznej? Byłoby pięknie. Więcej odwagi chłopaki!

Na szczęście nie tylko ścisk zaskoczył organizatorów, ale również wielce pozytywny odzew zwiedzających. Liczba atrakcji była naprawdę zacna. Każdy znalazł coś dla siebie. Ja jako gracz z powołania z miejsca impulsywnie zacząłem wypatrywać standu z Dying Light. I chyba tylko ze względu towarzystwa nie ruszyłem od razu do miejsca docelowego.


Krótka rundka wokół hali, komiksy, książki, koszulki, parę fotek z Lordem Vaderem i wpadłem w czułe ramiona nadgniłego mięska. Nie mogło być inaczej. Byli zbyt liczni. Epidemia szybko zaczęła zataczać swe kręgli.

bloogDying Light

Po ujrzeniu Dying Light po raz pierwszy, nie od razu padłem na kolana. Autorzy twierdzą, że nowa wersja silnika jest gotowa na nadejście next genów. Nie powiem żeby kłamali. Gra jest łada i owszem, ale stoi jeszcze w rozkroku między generacjami. Chrome Engine 6 rozwija skrzydła na wolnych przestrzeniach. Widoczki i ich zasięg robią swoje, a słońce przebijające chmury wręcz zostawia nam ciepło na policzkach. Mapy są przestronne, a zombie kraje się przepięknie.

Trup ściele się gęsto. Kończyny latają niczym ptaki na zimę do ciepłych krajów. Posoka płynie strumieniami.

Typowe wakacje w mieście.

Główny bohater lubi sobie pohasać po ścianach. I dobrze. Zombie w wydaniu Techlandu to zwierze stadne. Producent gry, znany fanom CDA Tymon Smektała, zastanawiał się na scenie ilu zombie może stanowić dla nas mordercze zagrożenie. Stwierdził, że przynajmniej na początku rozgrywki już duet nadgniłków może wystarczyć. W trakcie dema Przemysław Mróz, który siedział za padem, salwował się najczęściej ucieczką. Metoda o tyleż skuteczna, co piękna w swoim wykonaniu.

Mechanika gry jest (/ma być) zgrabnym połączeniem parkuru a’la Mirror’s Edge z brutalniejszym sznytem Dead Island. I niech mnie wszystkie zombiaki w móżdżek uszczypną, ale to działa. Taniec z umarlakami i balansowanie między dziesiątkami niedojadków dają niezłego kopa ekscytacji. Jeno obłożenie przycisków pada jest jakby nie z tej planety. Nie pamiętam chyba produkcji, w której skok trafiłby pod górny spust RB. Rozwiązanie to wydało mi się strasznie nieintuicyjne. W szczególności, że drugie wciśnięcie skoku jest jedynym gwarantem złapania się krawędzi podczas lotu. Kto wie, może jest to tylko kwestia przyzwyczajenia, a może ma jakieś sensowne wytłumaczenie w dalszej części gameplayu.

Tyleż zaobserwowałem podczas prezentacji dziennej pory dnia. A prawdziwa zabawa zaczynać się ma dopiero wraz z zapadnięciem zmroku.

dying-light

Zombie stają się wtedy znacznie bardziej aktywne. Nad ich głowami pojawia się coś w rodzaju czerwonej mgły. Są wtedy podwójnie niebezpieczne. Gdy robi się ciemno, a co za tym idzie również gorąco, w sukurs ponownie przychodzi nam najlepsza forma walki, czyli ucieczka. Jeszcze bardziej szalona niż za dnia.

Autorzy zebrali długie brawa za brutalne i niezwykle realistyczne przepołowienie jednego z nieszczęśników. Eksterminacja przeterminowanego mięsa za pomocą sprzętu – nierzadko stworzonego na zasadzie majsterkowicza przez nas samych – białego, miotanego i automatycznego (pistolety w prezentacji się nie pojawiły, pewnie nie będą grały pierwszych skrzypiec, ale że będą obecne w pełnej wersji chyba nikt nie wątpi?) to jednak nie wszystko. Prócz mięśni nóg i rąk, nasz bohater (jeden z czterech) czasem będzie zmuszony zaprzęgnąć do walki szare komórki i skorzystać z terenowych dobrodziejstw. Wiele rzeczy można wykorzystać przeciw bezmyślnym istotom tak zaciekle nas pragnącym. Wystarczy zamienić zaparkowany samochód w bombę na życzenie, albo przywrócić w odpowiednim momencie prąd w powalonym elektrycznym ogrodzeniu. I voila, zombie w chrupiącej skórce podany do stołu. Co mnie jednak nieco rozbawiło, podczas gry wszystkie te pułapki wprawiamy w ruch za pomocą jednego malutkiego, czarodziejskiego pilota. O rly?

Jeżeli Techland wyważy wszystkie części składowe swojej nowej produkcji. Jeżeli emocjonujące walki i ucieczki będą czymś więcej niż powtarzalnymi do bólu sekwencjami, a pułapki i modyfikowanie uzbrojenia czymś więcej niż tylko ciekawostką, która szybko nas znuży. A przede wszystkim jeżeli grze nie zabraknie nieco bardziej rozbudowanej otoczki niż miało to miejsce w Dead Island i klimat będzie nieco bardziej „gęsty”, to produkt od wrocławskiej ekipy ma szansę stać się poważnym konkurentem Dead Rising 3.

Oculus-Rift-1Oculus Rift

Pierwszą w Polsce prezentację Dying Light zapamiętam jeszcze z jednego względu. To przy tej okazji mogłem po raz pierwszy spojrzeć na świat gier z nowej perspektywy. Z perspektywy Oculus Rift. Wiele o tej zabawce słyszałem, wiele wyobrażeń miałem na jej temat. Ale dopiero bezpośrednia macanka z tym sprzętem, chociaż krótka, to pozwoliła mi wyrobić sobie o nim zdanie.

Z gruntu jestem nieufny do podobnych rewelacji. Po przesyceniu się kolejnym odrodzeniem ery obrazków 3D nie sądziłem, że coś mną może jeszcze wstrząsnąć. Ale Oculus Rift jest taki, jakim go piszą. Efekt jest obłędny. Cały szalony świat na krawędzi zagłady stanął przed moimi oczami. Czułem go tak blisko, że odruchowo by popatrzeć w lewo chciałem skręcić głowę. Zbliżający się do mnie zombiak był – dałbym przysiąc – na wyciągnięcie ręki.

Efekt jest tak piorunujący, że mózg zaczyna wariować. Po powstaniu od pada czułem się jak na dobrze rozhuśtanej łajbie. W oczach mętlik. Wcześniej potraktowałbym tę historię z pobłażaniem. Nigdy nie miałem choćby śladowych objawów epilepsji. W kinie efekt 3D praktycznie ledwo zauważałem i nie narzekałem po seansie na ból głowy. Ale jednak to za dużo nawet dla mnie. 5-10-20 minut, tyle maksymalnie wytrzymałbyś z Oculus Rift. Gwarantuję. Być może lekiem dla tego problemu byłoby stonowanie nieco barw, a może jakaś inna mniej „oczojebna” forma wyświetlacza. Nie jestem konstruktorem ani inżynierem, ale jedno w stanie jestem powiedzieć na pewno: to jest przyszłość gejmingu. Sprawdźcie poniższy fragment rozgrywki i pomyślcie, że ja w niego nie grałem. Ja tam byłem, fejs tu fejs.

PES 2014, Andrzej Ziemiański i takie takie

Niektórzy narzekali, że stand z konsolami sklepu Projekt Konsola został rozstawiony za blisko głównej sceny. Że niby wytwarzał ścisk. Ale umówmy się, ścisk był na terenie całej hali i chyba nie specjalnie było gdzie indziej tego pomieścić.

Na stoisku pojawiło się bodaj 6 konsol. Na każdej z nich odpalono najnowsze hity konsolowe. Osobiście staram się być na bieżąco, ale w PES 2014 jeszcze zagrać nie miałem okazji. Ni w demo, ni w pełną wersję. A że z dziewczyną prowadzimy ciężkie boje przy okazji edycji 2013 naturalnie przykuliśmy się do kolejki oczekującej na pada. W tym czasie na scenie udzielał wywiadu Andrzej Ziemiański. Wywiad zabawny, bo i autorowi Achaji nie sposób odmówić uroku. Jednakowoż żart o pedofilach w obecności tylu latorośli nie należał do zbyt dystyngowanych, ażeby nie powiedzieć smacznych.

Sam PES zaskoczył mnie zmianami. Bo zmieniło się wiele. Fizyka piłkarzy i samej piłki. Obrona to zupełnie inna bajka. Dużo bardziej wymagająca. Nie ma już trzymania na pałę A/X (360/PS3). Przy okazji rozwiałem swoje obawy, kopanka od Konami nie straciła nic ze swojej dynamiki. Jeden mecz to za mało by wydawać jakieś opinie, ale czuję się zaintrygowany.

A poza tym? Załapałem się na krótką chwilę na panel „Jak zrobić grę z udziałem publiczności?”, podziwiałem profesjonalne (jak dla mnie) stroje cosplayowe i pogadałem krótko o grach planszowych z ich polskimi wydawcami. W dwóch słowach, było super. I gdyby ktoś przeoczył powyżej fragment o tym, że organizatorzy obiecują nie popełnić tych samych błędów w przyszłym roku. To śpieszę się go podkreślić. Oby wypaliło. Bo liczba blisko 5700 odwiedzających chyba dobitnie udowodniła, że Wrocław jest gotowy na cykliczność podobnych przedsięwzięć.

Grami

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

4 comments

  1. Rekken

    OR zapowiada się wyśmienicie, fajny wpis, na targach nie byłem żeby zagrać niestety się nie udało ale to nic, akurat liczę że w ogram trochę Dying Light ten weekend w Wawie Komputronik robi imprezę właśnie Oculus + DL i będzie można potestować, już się nie mogę doczekać 🙂

    • gramisan

      Man, na premierę OR jestem pierwszy w kolejce, a po PS4 jeszcze się nie zgłosiłem. To daje jakieś pojęcie jak duże wrażenie zrobiło na mnie to urządzenie. Prace trwają, podejrzewam nad optymalizacją efektu oczojebnego, do sklepów mam nadzieję trafi produkt kompletny i dopracowany. Coraz więcej słyszy się o projektach przewidzianych pod to urządzenie – nie dziwota – potencjał jest ogromny.

      Jak nie zapomnisz, proszę wstąp i podziel się swoimi wrażeniami. Jestem bardzo ciekaw innych, subiektywnych opinii.

  2. Pingback: Hall of Games 2014 – relacja | (Ł)Okiem Gracza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s