Riddick boi się ciemności?

riddick-banner2

Wchodząc na seans Riddicka powitałem spowitą w ciemnościach salę kinową z otwartymi ramionami. To w cieniu tego miejsca wyrosła gwiazda, której nikt nie chciał. Której nikt nie potrzebował, ani się nie spodziewał. A jednak wyrósł na truchłach poległych. Z grą na poziomie pierwszego semestru szkoły teatralnej. Z zerową niemal mimiką twarzy. Vin Diesel zbudował jedną z najbardziej przekonujących madafakerskich postaci kina. I wyczekiwał w ciemności aż nowe czasy przywrócą mu świetność echem odbijającą się od zapomnianego Pitch Black.

Fabuła

Riddick wszedł między wrony i zaczął krakać jak i one. Kto pamięta zakończenie Kronik, ten wie w jak zgubne towarzystwo władował się nasz koleżka. Szybko jednak znudził się zdeprawowaną dziuplą i zatęsknił do zewu natury. Międzygalaktyczne taksi, które złapał po znajomości okazało się jednak zgubne. Przewieziony po okolicznych układach słonecznych wyczuł pismo nosem i właśnie w momencie, w którym chciał zaprotestować i zażądać zresetowania taksometru – okazało się, że został wywieziony w pole. Próba jego zabójstwa okazała się rzecz jasna strzałem w stopę. Riddick, co prawda spadł z kupą głazów wielkości samochodu z wysokości, na oko, gdzieś 2 tysięcy metrów. Ale to Riddick. Głupio sądzić, że coś takiego mogłoby go zabić. Trzeba było szukać ciała i władować ze 3-4 magazynki dla pewności. Albo wynająć na pół godziny gwiazdę śmierci. Osobiście nie chciałbym być w skórze jego antagonistów przy okazji kolejnej części. Koniec końców bohater znalazł się w nieznanym, całkowicie porzuconym przez cywilizację, świecie. Poczuł, że musi to jakoś ogarnąć i ruszył ku chwale ciemności w blasku pustynnego słońca. Tak. Ta fabuła jest aż tak głupia.

Riddick dorobił się nawet psa... tak jakby.

Riddick dorobił się nawet psa… tak jakby.

Czego się spodziewałeś?

Nie żebym stawiał przed Riddickiem jakoś niebotycznie wysoko zawieszoną poprzeczkę. Chciałem dostać dobrej klasy kino akcji sięgające głęboko do korzeni lat 90. Wręcz sarkastyczną wersję jego obecnej formy. Chciałem zostać obrzygany przez popkulturowe zagrania. Opluty popłuczynami po groteskowej ważkości Kronik. Do diabła, chciałem rozszalałej we wściekłości bestii. Chciałem polowania na jednostki z grubsza srające pod siebie. One-linerów wypluwanych z prędkością ciemności (te które padają i tak są niezłe). Charyzmy, która biła od Vin Diesela w poprzednich odsłonach. To wszystko zawinięte w papierek po Obcym i Prometeuszu. Tylko tyle chciałem. Albo aż tyle.

Co dostałeś?

Rozciamkanego (czy właśnie wymyśliłem nowe słowo?:) Riddicka, który zamiast zawiązywać w pętelki kręgosłupy denatów, wahał się między swą ciemną, a jasną stroną. Toż to przecie nie Luke Skywalker! Cóż to za moralne dyrdymały! Uczłowieczać bestię? Główny błąd Davida Twohy. I nie żeby nie robił tego nigdy wcześniej, z wiekiem najwidoczniej przemycanie metafor do swoich filmów weszło mu w krew jeszcze bardziej. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Nużąca i monotonna historia odbijała mi się po seansie sztampową czkawką jeszcze przez kilka godzin. W zasadzie, jeżeli widziałeś któryś z trailerów filmu to widziałeś już wszystkie ciekawsze akcje. Reszta to pogaduchy i prowadzenie widza za rączkę ku przewidywalnemu finałowi.

Nie zrozumcie mnie źle. Riddick to wciąż dobry, mroczny montaż scen z fajnymi efektami (co więcej, wykonanymi ponoć niewielkim kosztem). Gra aktorska znacznie przewyższyła to, czego można byłoby się spodziewać po obsadzie. Nawet i udało się stworzyć jakieś tam relatywnie realne relacje między bohaterami, a i dialogi niekiedy rozpisano z jajem. Jedynie może Vin Diesel nieco zdziadział, a może i zabrakło miejsca w scenariuszu by rozposrał swe twarde muskuły. Jest jeno tylko taki jeden mały szkopuł, to jakby taki film o Vin Dieselu…

Czy warto?

Czuję, jak w ciemności wbija we mnie wzrok. Wręcz czuję, jak świdruje mnie swoimi wilczymi, świecącymi oczyma. Cóż mogę zatem innego powiedzieć. Jeżeli widziałeś poprzednie dwie odsłony, to i tak nie masz wyboru. Musisz. Jeżeli natomiast kompletnie nie łykasz tych klimatów, a Diesel kojarzy Ci się co najwyżej z marką luksusowych samochodów, odpuść sobie. Zostań w domku, odpal sobie Tańce z gwiazdami (emitują toto jeszcze?) i nie zawracaj sobie głowy tym filmidłem. Tylko nie zapomnij zostawić zapalonego światła. On wciąż gdzieś tam się czai.

Grami

5 comments

  1. Onibe

    bardzo ciekawa, dynamiczna recenzja😉
    Oglądałem Pitch Black i Kroniki, oba filmy miały interesujący klimat i próbowały wnieść coś nowego do gatunku, obu się to udało połowicznie. Zwycięzcą jest jednak Pitch Black – pamiętam, że robił naprawdę niezłe wrażenie w swoim czasie.

    • gramisan

      Siła filmów o Riddicku, tkwi – banałem rzucę – w samym Riddicku. Tak było dla mnie od samego początku. W trzeciej części jakby zeszło z niego powietrze, to i na samym filmie odbiło się to czkawką. Nie znaczy to, że nie polecam. Jeżeli widziałeś poprzednie odsłony i gdzieś, kiedyś będziesz miał chwilę wolnego czasu, to zainwestowanie go w ten obraz nie będzie złym pomysłem. Wciąż bawić się będziesz nieźle, wizualnie raczej też nie zawiedzie, ale to nie ta sama siła.

      I dzięki za dobre słowo.😉

      • Onibe

        będę miał na uwadze. Prędzej czy później – choćby niechętnie – sięgam po wszystko co ociera się o science fiction. Na ogół bardzo, bardzo tego żałuję ;-D

        pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s