Przed ojcem uciekniesz, przed matką uciekniesz, ale przed GTA V nie uciekniesz

Wszędzie GTA V. 17 września już blisko. Bardzo blisko. Internet pęka w szwach. Reklamy, memy, analizy trailerów i wielkie odliczanie. Ja przy premierze nie pogram. Napęd w moim X-klocku gnębiony od dawna problemem „open tray error” zaliczył ostatecznego zgona. Nie stać mnie przy obecnym stanie konta na naprawę + grę w premierowej cenie. Pogodziłem się z tym. Czekałem na ten tytuł rok, poczekam spokojnie jeszcze miesiąc. Świadomość jednak tego, że gra Rockstar niemal wyskakuje mi z lodówki, a będzie już tylko gorzej, pchnęła mnie w stronę innej oczekiwanej przeze mnie produkcji. Wybrałem się wczoraj po zakup nowego Raymana. W nadziei, że spacer pozwoli mi odetchnąć od wszechobecności zbliżającej się wielkimi krokami pandemii. I co? I dupa… Niemal każdy mijany przystanek oblepiony plakatami, a wysiadając na przystanku „Rynek” w centrum Wrocławia, moim oczom ukazał się taki oto obrazek…

GTA 5 reklama we Wrocławiu

I jak tu żyć Panie Premierze?

No nie da się uciec przed nieuchronnym. Bo to walka skazana na porażkę niczym w Oszukać przeznaczenie. Moja struna gracza staje się napięta do granic możliwości. Jeszcze chwila i pęknie.

Swoją drogą, kto by pomyślał, że doczekamy się tak pięknej chwili na naszym rodzimym podwórku. Taka akcja reklamowa może i przytupem nie przyćmi tego, co wyrabiają spece od marketingu „from jeuesej”, ale i tak może lekko szokować. Toż to więcej niż dostają u nas kinowe blockbustery. Skala gry pokrywa się ze skalą promocji. I wierzę, że pokryje się ze skalą sprzedaży. Nowy rekord należeć będzie do Rockstar. Mark my words. Nawet Cenega wie, że trzyma w rękach diament, który może przynieść ogromne dochody na naszym odległym (i nie ma się co oszukiwać, również nieco zacofanym) rynku polskim.

Nasz nadwiślany kraj normalnieje. Niech dowodem tych słów będzie nowa kolekcja ubrań (która to już z kolei?) wprowadzona w sieci Cropp. Nosi ona wymowną nazwę „Games”. I zwyczajnie jest przepiękna.

Cropp kolekcja GAMES

Nawet wybrałem sobie już koszulkę. Mówię to zawczasu, żeby Was ręce nie świerzbiły:P.

 Cropp koszulka z kolekcji Games

I jeszcze tylko, żeby ceny gier konsolowych zrównały się z tymi z rynku pecetowego i w ogóle byłoby pięknie. Wczoraj umówiłem się na odbiór Rayman Legends w Komputroniku. Cena 69.99. Pomyślałem: taniej i tak nie znajdę. Świeżutka premiera po polsku (lokalizacja wymiata) w folii za niespełna 7 dyszek? Toż to i tak bajka. Mój błąd. Czy tam nieobycie w cenach. Zaszedłem z głupa do Empiku, a tam jeszcze większy zawrót głowy – 59.99. Are you kidding me? Chwyciłem swój (a właściwie to mojej dziewczyny) egzemplarz i grzecznie pogoniłem do domku.

Rayman Legends PC in da house

Co jest niezbędne, prócz równowartości 5 paczek fajek, by cieszyć się kolorowym światem Raymana? Mój przepis jest prosty. Działający komputer, trochę paliwa (na zdjęciu po lewej), przynajmniej dwa pady i kumpel/dziewczyna/dziecko, czy pies chętni do zabawy. Serio. Ta gra przyniesie frajdę każdemu powyżej 10 roku życia. Kolorowy świat podany w przepięknej formie idzie tu w parze z intuicyjnym, ale zarazem wyżyłowanym gameplayem, którym cieszyć się będzie i wytrawny gracz/graczka, jak i totalny żółtodziób. Platformówkowy oldschool w najlepszej formie.

Napisałem powyżej, że do zabawy wystarczy „działający komputer”. Sformułowanie nieco na wyrost, ale wymagania gry są naprawdę niskie. By ją odpalić wystarczy procek 1.8 GHz, 2 GB ramu, 6 GB wolnego miejsca, karta graficzna z 256 MB pamięci i obsługą Shader Model 3.0. Innymi słowy, o ile nie masz zintegrowanej karty graficznej, to spokojnie możesz uderzać.

Gdzieś na forum, bodaj na Gry-Online, ktoś z tłumu cisną w nią kamień, bo wymagania takie niskie. I że „Crysis to, to nie jest”. Cóż za ignorancja, bo ta gra wygląda tak:

I faktycznie „Crysis to, to nie jest”. Bo Rayman Legends jest duuużo ładniejsze;).

Wracając jednak jeszcze na chwilę do wczorajszego wieczoru. Wjechałem do swego domostwa niczym ułani podczas bitwy warszawskiej w nadziei, że nie dalej niż za kwadrans, będę bawił się nowym nabytkiem. Paliwo roztwarłem, włączyłem instalację. 6 GB ściągane z DVD to nie w kij dmuchał, więc trzeba odczekać te 15-20 min. Odczekałem. Włączam! Ale hola, hola! A patch to sam się ściągnie? 10 min mnie nie zbawi. Włączam. Aktualizacja Uplay. Ok, ok. 5 minut wte, czy wewte. Włączam. Brakuje pliku xxx, zainstaluj produkt ponownie. W tym momencie, poczułem się mniej-więcej tak:

Uplay <3

Uplay ❤

Okazało się, że instalka nie pozwala na prostą reinstalację. Może pójść na całość jak Zygmunt Chajzer, albo pokazać mi środkowy palec. Szybka porada w Google pokazała, że ów błąd nie jest rutynową rzeczą i nie ma szybkiego poradnika, jak załatać tę dziurę. Cóż. Dezinstalacja, ponowna instalacja i ściągnięcie patcha załatwiło sprawę. Z tym, że stało się to już przy drugim piwie. Nie w 15 minut. A w czasie 60 minut. Pewien grubiutki gracz z Ameryki miał ostatnio podobne przejścia z innym tytułem Ubistoftu, a że widocznie wylewny jest, to podzielił się swoimi wewnętrznymi rozterkami. Dosyć łopatologicznie.

Przypomniała mi się stara jak świat prawda, że to konsole są od grania i to przy nich jest miejsce gracza. Ktoś ma spędzać godzinę na rozwiązywaniu bugów oryginalnie zakupionej gry? Przeglądać poradniki, albo łatać ją crackiem? To nie te czasy. Dziś gracze chcę mieć wszystko instant. I dlatego nowej generacja konsol będzie systemowo bliżej do komórek aniżeli komputerów. Łatwość obsługi i szybkość dostarczania usług ponad wszystko!

Grami

Reklamy

15 comments

  1. tomiga

    Twoja historia przypomina mi moja instalacje pierwszego wiedźmina… dlatego gram praktycznie na konsolach… po prostu mój czas jest już zbyt cenny na zabawy w sterowniki i użeranie się z dziwnymi zabezpieczeniami.

  2. Lindetiel

    A byłam przekonana, że czasy dramatycznych instalacji gier są już daleko za nami…. brrr. A co do GTA V, to ja się ostatnio boję zajrzeć do lodówki… mam wrażenie, że jest ten tytuł absolutnie wszędzie, co męczy mnie tym bardziej, że seria GTA nigdy mnie nie przekonała.

    • gramisan

      Też tak myślałem, ale Ubi najwidoczniej propaguje oldskul, tudzież woli byśmy kupowali ich gry w wersji na konsole. Co do serii GTA, mnie przekonała, nie raz i nie dwa. Boli tym bardziej;).

      • Lindetiel

        faktycznie coś w tym jest – wczoraj odpalałam UPlayem Assassin’s Creed II kupione i ściągnięte na Steamie… Ileż było zachodu, żeby gra chociaż pojawiła się na moim koncie 😀

  3. heavy91

    Dzięki za info, wczoraj miałem chwilę czasu i tam dotarłem. Jam nietutejszy, dlatego taki niezorientowany. 😛 BTW Cholera, miałem czekać na wersję PC, ale chyba nie dam rady i we wtorek polecę do opolskiego MM i zakupię na PS3… Wolał bym w to pograć klawą i myszką, ale co zrobić, brak silnej woli :/

    • gramisan

      Miesiąc bym poczekał. 2 miesiące z zaciśniętymi zębami, może i bym wyczekał. Ale jeżeli ma to trwać, jak przy okazji poprzednich części, ponad pół roku… to już wolę uszczupić stan konta i naprawić w końcu 360’tkę.

      • heavy91

        Po roku wzięło mnie na wspominki (ach ta nostalgia) i przypomniałem sobie o tym wpisie. Jak się potoczyła twoja historia z GTA V? Naprawiłeś Xboxa? Pozdrawiam 😛

    • gramisan

      Wybacz za późną odpowiedź. Hiszpańskie boty zalały bloga (choćby w tym wątku -> https://bloogamer.wordpress.com/2013/02/11/z-archiwum-gracza-grymatografia-cz-1-filmowe-inspiracje-tworcow-gier/ ) i ciężko odsiać ziarno od plew. Jak tak dalej pójdzie, będę zmuszony zablokować możliwość komentarzy. :/ Niemniej bardzo cieszy mnie, że w przypływie sentymentu pomyślałeś o nieżyjącym blogu. Oczywiście Xboxa naprawiłem i po wielu trudnościach w końcu zainstalowałem GTA V (wspomnę jedynie, że niedziałający napęd był jedynie zaczątkiem drogi krzyżowej). Pointa? Gra jest zajebista. Nie bez powodu portują ją na konsole nowej generacji. Jeden z niewielu tytułów przy których rzeczywiście widać było brak mocy i przy których jestem w stanie przymknąć oko na naciąganie kieszeni graczy. Zwyczajnie trzeba pozwolić tej grze odetchnąć większym zasobem mocy. Obecnie gram głównie na PC. Niebawem przeskakuję na PS4. To tak w skrócie. Pozdrawiam również!

  4. Pingback: Wiosna na polskim rynku gier – prawda czy mit? | (Ł)Okiem Gracza
  5. Pingback: Umarł rok 2013, niech żyje rok 2014! – cz. 1 Gry wideło | (Ł)Okiem Gracza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s