Dwa seriale, które potraktują twoją psychikę z buta

The Killing i American Horror Story posters

Nowe odcinki The Walking Dead dopiero w październiku. Gra o Tron też przerwuje, a i ostatni sezon nie dał do pieca tak, jakbym się tego spodziewał (lub jakbym sobie tego życzył). Breaking Bad serwuje mocarne odcinki, ale tylko raz w tygodniu. Dla mnie to stanowczo za mało. Postanowiłem poszukać jakiś mniej głośnych zamienników. I znalazłem. Dwa seriale, które rezały mi ostatnio czuprynę aż miło…

Dochodzenie (The Killing)

Scenarzyści muszą znać niejakiego Maxa Payne’a, a i klasyczne kino noir nie jest im obce. Skąpane w mroku i deszczu Seattle w ich wizji to jedno z najbrudniejszych miejsc na świecie. Nastoletnie prostytutki i dealerzy serwują tutaj swoje usługi na każdym rogu. Kryminalni policjanci nie przebierają w środkach, ale ręce wiąże im polityka i prawo, które częściej staje w obronie nie poszkodowanego, a sprawcy. Praktycznie każdy odcinek obnaża słabość systemu, punktując go bezlitośnie na każdym kroku. Systemu, z którym tak dumnie obnoszą się Amerykanie w innych tego typu produkcjach.

W pewnym momencie człowiek może odnieść wrażenie, że słońce wstaje tu tylko po to by odkryć brutalność wydarzeń, które rozegrały się pod jego nieobecność. A i jego blask kładzie się na to miejsce półmrokiem. Zapomnij o CSI i innych tego typu pierdach. Zamknięta w sobie introwertyczka (acz genialna śledcza) Sarah Linden oraz Stephen Holder, jej partner z wydziału zabójstw, dobrani zostali w znany i lubiany przez widzów sposób sprzeczności charakterów. Przez co ich relacje z miejsca zaskarbiły moją autentyczną ciekawość i sympatię. Dwójka bohaterów to ludzie po przejściach z poważnymi rysami na psychice. Bagaż doświadczeń pcha ich do rozpaczliwej próby rozgrzeszenia samego siebie poprzez bezwzględne oddanie sprawie. Ktoś nieznający tej parki od środka, stwierdziłby jednoznacznie – dobrzy gliniarze. Ale ten powierzchowny obraz rozsadzany jest tym bardziej, im głębiej widz siedzi w swym fotelu.

The-Killing-Season-3-AMC-630x350

Gdy usiadłem po raz pierwszy do tego serialu spodziewałem się powtarzanej od lat kryminalnej papki. Jeden odcinek – jedna sprawa. Nieprawdopodobnie sprytny detektyw, który swą intuicją przewyższa i tłamsi złoczyńcę. Technologia wprost z fantastyki naukowej pozwalająca na odszumianie materiału wideo, podwyższenie rozdzielczość, dwudziestokrotny zoom z kamery przemysłowej na tablicę rejestracyjną samochodu będącego w ruchu. W końcu finałowe zwieńczenie długiego (sięgającego 3 minuty) pościgu za sprawcą i jego ujęcie. Jakież było moje zdziwienie, gdy cały pierwszy sezon odprawił mnie z kwitkiem. Bez żadnego rozwiązania jednego tylko dochodzenia.

Bohaterowie błądzą we mgle przypuszczeń, co rusz łapiąc się tropu prowadzącego do ślepego zaułku. W tym miejscu trzeba sobie wyjaśnić jedną rzecz. Dochodzenie jest tylko serialem. I jako takie nie umiało ustrzec się przeciągniętych nieraz do granic przesady wątków, na które w pełnometrażówce nie byłoby miejsca. Postacie postępują niekiedy tak nielogicznie, że aż chciałoby się wrzasnąć za szklaną szybę „you’re doing it wrong!”. Wielokrotnie miałem wrażenie, że jestem lepszym detektywem aniżeli Linden i Holder. Niekiedy byłem zaskoczy, gdy nagle wpadali na objawienie niepodparte logicznym tokiem rozumowania. Ot, przeczucie detektywa. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób scenariuszowi, który co rusz nasze domysły traktuje z politowaniem. Budowany z mozołem suspens znajduje mniej lub bardziej wyszukane ujście. Choćby w bezpośrednio zaciągniętym motywie z Siedem Davida Finchera w finale trzeciego sezonu.

Jakbym musiał ocenić dałbym 7/10. A może nawet i 8/10? Nie muszę się nad tym głowić. Zwyczajnie Wam ten serial polecam. Mocny, angażujący obraz. Jego mankamenty mogą odstraszyć, ale jednocześnie każda kolejna spędzona z nim minuta wyzwala coraz silniejsze emocje. Ze świecą szukać podobnych produkcji.

American Horror Story / American Horror Story: Asylum

Znacie dobry serialowy horror? No właśnie. Ja też nie. Ktoś na upartego wymieni Archiwum X bądź Miasteczko Twin Peaks. Ktoś bardziej ambitny sięgnie po rodowód Hitchcocka, ewentualnie wypomni kultowe Opowieści z krypty. Trudno jednak te przykłady nazwać typowymi przedstawicielami gatunku. Co najwyżej thrillerami z większą zawartością dreszczyku. Do tego, często topowi przedstawiciele, to tak naprawdę oderwany od siebie zbiór opowiadań. Ciekawych, zaskakujących, ale jednak z zupełnie innej bajki. Z omawianym tytułem jest wręcz odwrotnie.

Jedna historia rozciągnięta na cały sezon. W horrorwej konwencji, w której najważniejsze jest utrzymanie napięcia to zadanie karkołomne, żeby nie powiedzieć niemożliwe do zrealizowania. Ale Ryan Murphy i Brad Falchuk, twórcy American Horror Story postawili sobie taki właśnie cel.

Pierwsze odcinki pierwszego sezonu były tak niepokojące, że aż potrafiły hipnotyzować. Podczas seansów przechodził mnie prawdziwy dreszcz, a i ciśnienie wędrowało po amplitudzie wydarzeń. Tak jest przynajmniej do momentu, w którym widz nie wchodzi w ten świat za głęboko. Gdy oswaja się z serialowymi regułami, napięcie ląduje niczym samoloty nad Smoleńskiem. Zbyt gwałtownie. Później oczekuje się już tylko finału. Sztuka prawie się udała. Mimo naciąganej, niekiedy kiczowatej historii sięgającej dna horrorów klasy B późnych lat 90. Mimo słabnącego, aż w końcu przygasającego całkowicie poczucia strachu. Bawiłem się znakomicie.

american_horror_story_10-17Pierwszy sezon i tak był jedynie przedsmakiem tego, co dzieje się w sezonie drugim. To dopiero tutaj autorom udało się to, czego nie udało się dokonać przy pierwszym podejściu. Zaskakujące zwroty akcji i żonglowanie ikonami wykorzystywanymi w horrorach przez lata, dają takie nagromadzenie materiału, że nie sposób jest się nudzić. Można temu zabiegowi zarzucić prostactwo i pójście na łatwiznę. Można też przymknąć oko na uproszczenia. Ja postawiłem na to drugie podejście.

O ile w przypadku Dochodzenia można mówić o zbytnio rzucającym się w oczy czerpaniu z pełnometrażowych obrazów, tak w przypadku American Horror Story: Asylum mamy dosłowne powielanie gotowych klisz. Odbijane niczym z ksero patenty na straszenie w takim natłoku wydarzeń uchodzą jednak scenarzystom na sucho. Mamy ufo, duchy, opętanie, szalonego naukowca i co byś tam sobie jeszcze nie wymyślił. Ale przynajmniej każdy poszukiwacz mocnych wrażeń znajdzie tutaj coś dla siebie.

No i ostatnia rzecz. Intra. Nie widziałem jeszcze tak siadających na psychikę wstępów. Gęsią skórkę dostaję do dnia dzisiejszego na samą myśl o nich. Sztuką jest stworzenie podobnych dziwadeł. Silent Hill się kłania.

PS: Z ciekawszych rzeczy widziałem jeszcze Bates Motel. Chociaż jeden sezon to jeszcze za mało by wydawać wyrok, to jest to bez dwóch zdań rzecz intrygująca. Na pewno warta obadania.

Grami

Reklamy

2 comments

  1. Jaskier

    Słyszałem o „American Horror Story”. Ludzie chwalą ten serial. Ja z kolei horrory raczej omijam, bo potem mam problem z dotarciem w nocy do łazienki. I powrotem.
    Pierwszy serial trzeba będzie w wolnej chwili wybadać. Niech no spojrzę w kalendarzyk… hm… w czerwcu będę miał czas. 😉

  2. Sad Statue

    „The Killing” – bardzo mnie zachęciłeś, szczególnie porównaniami do Max Payne. Natomiast AHS… próbowałem kilka odcinków, ale jakoś mnie totalnie ten serial odrzucił :/ Może spróbuję „drugi sezon”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s