Rubin „Hurricane” Carter – bokser, którego obiło życie

7520043.3No i znowu to samo. Miałem pisać o czymś zupełnie innym. Wpadłem jednak na Huragan i zwyczajnie nie mógłbym sobie wybaczyć, gdybym o tym nie wspomniał.

Huragan to film z 1999 roku opowiadającym o losach Rubina „Huragana” (nie inaczej) Cartera. Czarnoskórego boksera. Pretendenta do tytułu mistrza świata wagi średniej. Prestiżowy magazyn The Ring zakwalifikował go w top 10 najlepszych bokserów tej wagi w lipcu 1963 roku. Carter w swojej zawodowej karierze odbył 40 walk z czego 27 wygrał (8 KO i 11 technicznych KO), 12 przegrał. Najdotkliwszą porażkę zadał mu Dick Tiger (Nigeryjczyk urodzony, jako Richard Ihetu). Podczas piętnastorundowego pojedynku Carter liczony był 3-krotnie. Po tym pojedynku powiedział „to było najgorsze lanie, jakie dostałem w moim życiu – na ringu i poza nim”. Carter jednak nie znał swojej przyszłości. Niestety największe lanie było dopiero przed nim. I miał je otrzymać daleko poza linami ringowymi.

Walka Rubin Carter vs. Dick Tiger

Walka Rubin Carter vs. Dick Tiger

Zacznijmy od tego kim Carter w ogóle był. Urodził się 6 maja 1937 roku w Paterson w stanie New Jersey. Był czwartym z siedmiorga rodzeństwa. Pochodził z ubogiej rodziny. Rodzice byli alkoholikami. Z takim startem łatwo wplątywał się w problemy z prawem. Za swoje pierwsze wykroczenie, napad z bronią w ręku, w wieku lat 14 trafił do poprawczaka. Po 17 urodzinach uciekł z zakładu poprawczego i zaciągnął się do armii. Został spadochroniarzem i trafił na szkolenia do Fort Jackson w Południowej Karolinie. To tam po raz pierwszy zainteresował się boksem. Zaraz po odbyciu służby wojskowej odpracował 9 miesięcy za ucieczkę z poprawczaka. Na wolności jednak nie przebywał długo. Dokonał serii kradzieży, m.in. na czarnoskórej kobiecie. Został złapany przez policję i dobrowolnie przyznał się do winy. Został skazany na 4 lata więzienia, które spędził w Rahway oraz Trenton. To właśnie w stanowych więzieniach postanowił doskonalić swoje ciało i talent bokserski.

I w tym miejscu na moment się zatrzymajmy. Jeżeli popatrzyć na przestępczą „karierę” Cartera przychodzi na myśl jedno – recydywa. Gość pochodził z patologicznych kręgów, większość swojej młodości spędził w więzieniach i w armii. Przypomnę jednak, że Ameryka przełomu lat 50/60 nie była najgościnniejszym miejscem dla czarnoskórych. O skazanie było łatwiej niż o talony na mięso w PRL’u. Nie wiem, jak bardzo film, który powstał na kanwie autobiografii Cartera zatytułowanej The Sixteenth Round, oddala się od rzeczywistych wydarzeń. W jakim stopniu wybiela on swoją niezbyt jasną przeszłość. Carter na pewno świętym nie był. Był urodzonym bokserem. Chłopem z jajami i krwią pulsującą niczym po gorącej kąpieli. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób wydarzeń, które miały dopiero nastąpić…

rubin_carter_the_hurricane_niewinnie_skazanyW roku 1965 Carter, przy okazji walki w Nigerii z Joem Ngidi, poznaje Steve’a Biko, działacza ruchu przeciw apartheidowi. To jest punkt zwrotny w życiu pięściarza. To właśnie w tym momencie nadepnął na odcisk wielu ważnym ludziom w Ameryce. 17 maja 1967 roku ok godz. 2: 30 dochodzi do strzelaniny w barze Laffayet w Paterson. Napadu, najprawdopodobniej na tle rasowym, dokonuje 2 czarnych. 30 minut później policja zatrzymuje pasujący do opisu samochód Dodge Polara. Właścicielem samochodu jest Rubin Carter, a kierującym jego znajomy John Artis. Obaj zostają zatrzymani i tej samej nocy przewiezieni do szpitala, w którym znajdowała się jedyna żyjąca ofiara napadu, Willie Marins. Świadek nie rozpoznaje przewiezionych na miejsce podejrzanych. Parafrazując klasyka Łony „i tu zaczynają się jaja”.

Kilka miesięcy po wydarzeniach w barze, Alfred Bello wraz ze swoim wspólnikiem Arthurem Dexterem Bradley, feralnej nocy dokonywali aktu włamania w tych okolicach i magicznie sobie przypomnieli dokładny rysopis morderców. Na podstawie ich zaznań i niejasnych poszlak Rubin Carter i John Artis zostali skazani na potrójne dożywocie. Nawet pomimo, że policja źle zabezpieczyła miejsce zbrodni (nie zbadała go choćby pod kątem tak prozaicznej rzeczy, jak odciski palców), badanie wariografem było negatywne, a opisany przez Patricie Graham (później zmieniła nazwisko na Valentine) wygląd świateł układający się w odbicie skrzydeł motyla nie pasował do posiadanego przez Cartera Dodge’a Polara.

rubin-carter-ali-sized(2)Po wydaniu w 1974 roku autobiografii Cartera, o sprawie zrobiło się głośno. Zainspirowany opisanymi przez bohatera wydarzeniami Richard Solomon, młody adept szkoły filmowej zgłasza się o poparcie do George’a Lois, znanego artysty i dyrektora artystycznego. Tworzą oni wespół kampanię, która na celu ma przyciągnięcie uwagi społecznej na problem rasizmu w sądach i w efekcie doprowadzić do pozytywnego rozpatrzenia apelacji Cartera. To dzięki temu w 1975 roku powstaje znany protest song Boba Dylana zatytułowany po prostu „Hurricane” (swoją drogą świetny, wpadający w ucho utwór). Pod koniec tego samego roku, a dokładnie 17 października ulicami Trenton przechodzi marsz protestacyjny prowadzony przez samego Muhammada Ali. To jednak wszystko na nic. W 1976 roku w kolejnej rozprawie Cartera, sąd uznaje go winnym i skazuje na karę dwukrotnego dożywocia. Rubin „Huragan” Carter pozostaje w zamknięciu aż do roku 1985, gdy to sąd najwyższy wypuszcza go warunkowo na wolność, uznając że został skazany na tle rasowym. W 1988 apelacja prokuratury zostaje odrzucona, a sprawa zamknięta.

Wracając jednak do meritum, czyli filmu Normana Jewisona z 1999 roku. Jak na obraz biograficzny przystało nie ma w nim wielkich twistów fabularnych, ani akcji pędzącej na złamanie karku. Postacie, szczególnie Rubina Cartera, można było na mój gust zarysować mniej monochromatycznie, aczkolwiek gra aktorska Denzela Washingtona wiele nadrabia. Uwielbiam tego aktora, to i przyjmuję na klatę jego ograną zachowawczość. Świetnie zaprezentowano drogę, jaką przebył charakter głównej postaci, od wściekłego, pełnego nienawiści boksera do ustatkowanego, doświadczonego przez życie, pełnego pokory człowieka. Jednym słowem, polecam!

I jeszcze tylko jedna rzecz, poniżej dwa filmiki, które oddają ogrom talentu bokserskiego, który zmarnował się w stanowych więzieniach. Pierwszy z nich to walka z września 1961 roku z Florentuno Fernandezem, niedługo po pierwszym wyjściu z więzienia. Walka trwa niespełna 2 minuty i jest najlepszym pokazem, czym sobie Rubin Carter zasłużył na przydomek „Huragan”. Przy okazji możecie wchłonąć klimat organizowanych w tamtych latach gal bokserskich. Drugi z filmików to po prostu odnaleziony przeze mnie na YouTube fanowski zbitek najciekawszych momentów w karierze Cartera.

Grami

4 comments

  1. Pingback: Andrzej Iwan: Spalony | (Ł)Okiem Gracza
  2. Pingback: 11 listopada dniem Himilsbacha | (Ł)Okiem Gracza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s