Borussia, a polaczkowatość

c5991bee-e253-4a00-9128-cda60fa68b7f_20130410083727_En010777780578Polaczkowatość w tytule zapisałem z małej litery nie tylko przez poprawność polszczyzny. Ale również dlatego, że tak powinno się ją pisać. Ten blog nie jest o futbolu. Ani o sporcie. Nigdy nie był i nie będzie. Ale wciąż jest blogiem. Pisałem właśnie sobie tekst do rubryki dokument, gdy moje myśli szargane były przez zupełnie inną rzecz. Pisany przeze mnie tekst prędzej, czy później się ukaże. Ale na dzień dzisiejszy chciałbym pogadać o sporcie, nie tylko w kontekście gier pokroju PES, czy FIFA, ani nawet nie w kontekście wczorajszego meczu „polskiej Borussii” z Malagą. Chciałbym pogadać o nim z perspektywy polskiego kibica. Bardzo marnej perspektywy dodajmy…

gladiator-spartacus-blood-and-sandW sporcie, jak w życiu, łakniemy zwycięstw. Nie jest to nawet cecha polska, a raczej pospolita wada wszystkich narodowości. Na 11 ludzi potrafi patrzeć kilka milionów oczu. Z tłumu dużo łatwiej wychodzi krytyka. Jednak to my wynieśliśmy zachowania owej „żarłoczności” laurów na piedestał. Nie ma w tym nic złego. Żyjemy w kraju, który dostawał regularnie w du…sze od 1772 roku. Łakniemy zwycięstw, bo żyjemy w krainie, której są one kroplą wody na pustyni. Wobec walącego nas w… dusze rządu i sytuacji geopolitycznej na świecie, mało mamy powodów do radości. A skoro spotyka nas coś złego, to chociaż wypatrujemy sukcesów reprezentujących „nas” gladiatorów. W tym względzie nie różnimy się zbytnio od starożytnych Rzymian. Problem Polski polega na tym, że nie wiedzie nam się i we względach ekonomicznych i w sporcie.

PolandvEcuadorStąd wielkie bum na Andrzeja Gołotę, Adama Małysza, czy obecnie Lewandowskiego. To rodzime niedowartościowanie w oczywisty sposób odzwierciedla się w dziennikarstwie. Raz, że media mają konkretny target, a dwa to też są ludźmi z krwi i kości. Też są Polakami, i jak śmiesznie nie zdawałoby się stawanie w ich obronie, oni też mają patriotyczną optykę. Na komentatorów nSport spadła spora krytyka, że niby nieobiektywnie komentowali mecz. O ile do zastrzeżeń wobec warsztatu mogę się przychylić, tak na ten polaczkowaty proceder już mogę przymknąć oko. Komentują tak, jak muszą, tudzież czują/chcą. Na boisku w końcu biegało trzech Polaków i, tak jak większość widzów, kibicowała tym trzem jednostkom. Nic to, że drużyna nie nasza. Nic, że liga nie nasza. W końcu międzynarodowe rozgrywki. A my miesiliśmy w nich trzech reprezentantów.

glossar-fc-bayern-borussia-dortmundTej strony polaczkowatości jestem reprezentantem (o ile, którąkolwiek stronę musiałbym wybrać). Kibicuję temu, kto wygrywa. Nie jest to żadna nowość. Nie jestem z danym klubem na dobre i na złe, bo i na to nawet nie mam czasu. Ale jeżeli już jakąś sympatią zapłonę do któregoś z klubów, tak płomyk ten może odżyć w każdym momencie. Żywię na przykład ogromny sentyment do starej damy, Juventusu znaczy się. Za Del Piero. Nie muszę dodawać nic więcej, prawda? Za ten sam powód, znaczy za Alana Shearera, ukochałem jego rodzime Newcastle United. I chociaż uwielbienie zespołu szybko osłabło po tym, jak poprowadziłem ich do zwycięstwa na arenie międzynarodowej w Premiership Manager 97 (taka gra na PSX-a), a w żaden sposób nie przełożyło się to na wymiar rzeczywisty, tak moja słabość do paskowych strojów przeniosła się w pewien sposób na Borussie Dortmund. Przynajmniej takie mam wrażenie, gdy patrzę na fotki obrazujące mnie w wieku szczenięcym. Ubranego w trykot tej drużyny oznaczony numerem 10 Andreasa Möllera (z którym bodaj obecnie biega Kuba Błaszczykowski).

No, ale jest też drugi wymiar polaczkowatości. Przeogromny hejting. Zdaję sobie sprawę z oczywistej prawdy, że kto jest bez winy „niech pierwszy rzuci kamień”. Śmiałem się z polskiej piłkarskiej reprezentacji nie mniej niż inni. Ale oddzielmy grubą kreską grę w reprezentacji od gry dla klubu, tak samo, jak oddzielamy grubą kreską polską Ekstraklasę od Bundesligi. Borussia Dortmund jest zgranym zagranicznym zespołem ze średniej półki, nasza reprezentacja – nie. Ani zgrana, ani na europejskim poziomie.

Dopiero, jeżeli zrozumiemy jak nisko stoimy w piłkarskiej kolejce po sukces, tak wtedy zauważymy, że wygrana Borussii Dortmund jest również wielkim sukcesem dla polskiego sportu. Jeżeli tego nie zrobimy, to dalej będziemy hejtować, że Lewandowski tylko za euryki strzela…

Owym wpisem zadebiutował nowy dział na moim blogu – Hyde Park. Stanowi on z kolei hołd dla znanej i lubianej rubryki z PSX Extreme. To do tego miejsca spychane będą wszystkie „śmieci”, które nie będą wpisywać się ramy głównych kategorii.

Grami

PS: Że sędzia kalosz to inna sprawa…

3 comments

  1. paniclin

    Przez dłuższy czas w ogóle nie zauważałam tej (dla mnie) dziwnej nienawiści do Borussii, sama należę do osób, które cieszą się z każdego sukcesu Polaków, bo dobre zagrania Lewandowskiego czy Błaszczykowskiego w Borussii to jest też sukces jednostek – Polaków. Któregoś razu zobaczyłam niesamowity facebookowy spam u jednego z moich znajomych – polubienie i komentowanie wpisów stron pt. „Żądamy zdjęcia transmisji meczy BVB z telewizji” , etc. Momentami mam wrażenie, że kiedyś wszyscy utoniemy w takiej fali nienawiści. Nie ma nic złego w konstruktywnej krytyce, ale wśród naszego społeczeństwa ostatnio wytworzyła się moda na „hejting”. Widać ją na facebooku, na blogach – znam kilka adresów, na których można znaleźć może ze 3 pozytywne wpisy, (łatwiej jest przecież wszystko krytykować), ba w samych mediach… Przygnębiające.

  2. ittaj

    Nie zgodzę się z Tobą, że nie wiedzie nam się w sporcie.
    a siatkarze?
    a piłkarze ręczni?
    a hokeiści na trawie?
    a żużel?
    Nie wiedzie nam się w piłce nożnej, to się zgodzę. Powstaje pytanie dlaczego? Czy jesteśmy tak słabi w tej dyscyplinie sportu? Skoro siatkarze, hokeiści, piłkarze ręczni potrafią, to zasadna wydaje się odpowiedź że nie. I tak w istocie jest. Gdzie zatem leży problem? Jak to mawiają „jak nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze.” Dyscypliny sportu gdzie odnosimy sukcesy nie wiążą się z wielką kasą, tam na lewo kokosów się nie wyciągnie, a w piłce już niestety tak. Grałem kiedyś w niższych ligach i wiem z autopsji jak bardzo skorumpowana jest polska piłka, a ta korupcja zabija chęć pracy nad sobą i podnoszenie własnych umiejętności w piłkarzach. Bo co z tego jak ja sobie będę flaki wypruwał na treningach, jak przed meczem wejdzie mi do szatni prezes, trener albo paru przerośniętych łysych gostków (zależy od klubu) i powie: „Panowie, dzisiaj przegrywamy”. To ręce opadają i wszystkiego ci się odechciewa. Żeby to się jeszcze zdarzało sporadycznie, ale w czasach gdy grałem w rundzie rewanżowej gdy ważyły się losy kto awansuje a kto spadnie, to było nagminne. Dzisiaj wygląda to jeszcze gorzej, bo doszły zakłady bukmacherskie i oprócz sprzedawania meczy, też się je ustawia. Wejdź sobie na stronę jakiegoś buka i zobacz ile kaski można zgarnąć, jeśli podasz jakim dokładnie wynikiem zakończy się dany mecz. Myślisz, że tych którzy o tym decydują te pieniądze nie kuszą? To niestety jesteś w błędzie…
    Korupcja i ogromna kasa (przynajmniej jak na polskie warunki) jaka się przewala przez polską piłkę powoduje że jesteśmy w tej dyscyplinie tak żałośni, bo piłkarze gdy osiągną wiek seniora, zamiast uczyć się grać w piłkę, ucz ą się grać w teatrze… a potem gdy przychodzi pokopać piłę naprawdę a nie na niby (reprezentacja, europejskie puchary) to dostają baty. Nic dziwnego, przecież chłopaki nie trenują tego samego co tamci. Trzeba by zabrać ich z boiska i wziąć na deski teatru, to zobaczyłbyś że polskie orły dokopałyby i Hiszpanom, i Anglikom, i Francuzom… a nawet Brazylijczyków by zjechali…

    • gramisan

      Polecam Ci książkę o której pisałem w najnowszym wpisie – Andrzej Iwan: Spalony. W niej można doszukiwać się początków upadku polskiego futbolu. Zgnilizny, która toczy polską ligę piłki kopanej do dnia dzisiejszego. Przynajmniej jeżeli patrzy się na to z boku, bo osobiście abstrahuje od niej tak dalece, jak tylko to możliwe. Korupcja, prywatyzacja klubów przez podejrzanych „biznesmenów” etc. To na pewno nie działało na korzyść piłki nożnej w Polsce. Obecnie powoli budzimy się z długiego snu, ale wciąż mamy rękę w nocniku. Szkółki dla młodzieży w Polsce to na dzień dzisiejszy zupełna abstrakcja. Ja jednak w powyższym wpisie piłem do czegoś innego. Nic nie umniejszając wymienionym przez Ciebie wyżej dyscyplinom, to chodzi mi o sinusoidę zainteresowania niszowymi sportami (bo mimo wszystko one na świecie za takie uchodzą) polskich kibiców uzależnioną od odnoszonych przez nas sukcesów. Otylia Jędrzejczak dobrze pływa, to wszyscy interesują się pływaniem, Adam Małysz dobrze skacze, pół polski zasiada przed telewizorem itd. I oczywiście wśród tej zasiadającej do telewizora, zielonej przecież w temacie, gawiedzi równie łatwo upaść i już się nie podnieść. Tymczasem piłka nożna cieszy się nie słabnącą reputacją wiodącej dyscypliny, w której od lat nie ujrzeliśmy żadnych sukcesów. Stąd głód jest większy. A wraz z zainteresowaniem oczywiście rośnie inna nasza chluba – narodowy hejt. Malkontentów nie przekonuje sukces Lewandowskiego strzelającego 4 gole Realowi Madryt. Lewandowski jest słaby, bo nie umiał strzelić z pola amatorom z San Marino. Co dyskredytuje go w roli narodowego idola. I chociaż Messi też nie odniósł spektakularnych sukcesów z reprezentacją Argentyny, to w kraju go szanują. Może nie wielbią, ale szanują…. Uhhh….nie będę się rozpisywał. Hejters gonna hejt.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s