O tym, dlaczego nie będę płakał po obecnej generacji sprzętu

Gears_of_war_Markus_FenixKonsole obecnej generacji powinny odejść. Będę optował za tą opcją dopóty, dopóki PS4 i Xbox 720 nie wylądują na sklepowych półkach. Czyli przynajmniej jakoś do tegorocznych świąt bożego narodzenia. Gdy to się już stanie, nie będę płakał. Raczej będę myślał skąd tu wziąć kasę na ten sporej wielkości wydatek. Względnie będę się modlił by chociaż część nowych tytułów ruszyła pod PC bieżących standardów.

Czuję zmęczenie materiału. Jak po żadnej kadencji sprzętu. Można by porównać to, do zmęczenia, jakie czuje przeciętny Polak od obecnie wielmożnie panującej nam władzy PO i PIS. Wiecznie ten sam odgrzewany kotlet. Te same standardy. I te same błędy.

Eksploatowane przez 7, a nawet i o 8 lat, sprzęty już dawno osiągnęły swój limit technicznych możliwości. Oczywiście, na upartego tu i tam można by było podkręcić tekstury, dorzucić kilka efektów, zrobić jeszcze bardziej rozbudowane światy, wykręconą rozgrywkę, czy dorzucić polygonów na tyłeczek Lary Croft. Gracz, który jednak czynnie ogrywał wszystkie nadciągające hity z ostatniej dekady, jedynie skwituje starania deweloperów bardziej ożywionym ziewem. Apogeum pomysłów w budowaniu nowych rozwiązań i światów, jakiego byliśmy świadkami jeszcze 4-5 lat temu stało się ostatnim gwoździem do trumny PS3 i Xbox 360. Owe nowości obrosły w stagnację. Nie puszą już swych piór niczym dorodny młody ptak. Są oskubane do ostatniego piórka. Wydawcy o to zadbali.

Bo w obecnej generacji eksploatowane były nie tylko sprzęty, ale i wszystkie wartościowe tytuły. Nigdy w historii, żadna generacja nie była gospodarzem aż tak wielu „trylogii”. Niemalże każda seria gier, która rozbujała się na falach drugiej połowy pierwszej dekady nowego tysiąclecia, już do tego momentu doczekała się przynajmniej 3 części. Toż to ilości niemalże fabryczne. Niegdyś czekało się na sequel z wywieszonym jęzorem. Człowiek zdążył zgłodnieć nim pojawiły się jakiekolwiek pogłoski w temacie. Obecnie pogłoski docierają do graczy zaraz po wydaniu części poprzedniej. Już w dzień premiery mamy zatem wrażenie kupowania przedawnionego produktu. W końcu już na PSN/Live czeka DLC, a nie dalej niż za rok pojawi się nowa gra z tej serii.

assassinscreed2rollsdeep

Ubistoft wyssał niemalże całą moc twórczą z kanadyjskiej filii w Montrealu. Assassin’s Creed stał się ofiarą tejże polityki wydawniczej. Niegdyś rokroczna premiera była normalna jedynie w grach sportowo-motoryzacyjnych. Obecnie Ubisoft, a także Activision za pomocą Call of Duty wprowadzili tenże trend na salony. I mimo, że cenię gry obu stajni, tak kręcę nosem na ten mechanizm coraz bardziej.

Bo zwyczajnie nie nadążam z ogrywaniem tylu pozycji. No bo ile można? Taka kampania w Assassin’s Creed wyrywa z życia kilkanaście godzin. A jeżeli dodać do tego całkiem fajny tryb multiplayer, to wyjdzie z tego dobry tydzień grania. Raz do roku Ubisoft chce wyrywać ode mnie dwie stówki i kilkadziesiąt godzin życia. A gdzie miejsce na inne marki? W końcu po moje pieniądze i czas ustawiają się także inne tytuły. Wydawcy ruszyli w szaleńczy wyścig wypluwania nowych części nim obecna generacja przejdzie do lamusa. Szkielet rozgrywki jest, silnik graficzny można odpicować, dodać parę animacji i voila! Kolejny obarczony niskim kosztem rekord sprzedażowy. Nie do końca.

Assassins-Creed-4-Black-Flag-yarrOtóż zauważyłem, że moje odczucie nie jest osamotnione. Przytrzymanie tylu ludzi przy jednej marce nie jest wcale takie łatwe. Każdy ma swoje granice przyswajalności. Osobiście jeszcze nie dotarłem do końca trylogii Mass Effect, nie widziałem zwieńczenia przygód zakapiorów z Delta Squad w Gears of War 3. Przeżyłem całą przygodę Altaira i Ezzio, aż ci się zestarzeli (dosłownie i w przenośni), ale do Ameryki jeszcze nie dotarłem. W międzyczasie odwiedziłem, w skórze najprawdopodobniej jakiegoś dalekiego krewnego Desmonda, tropikalny archipelag w Far Cry 3. A na horyzoncie już widać piracką banderę templariuszy. I chociaż wiem, że jeszcze to wszystko przede mną i zapewne kiedyś domknę te wszystkie pootwierane wieka. Tak na dzień dzisiejszy to inne tytuły zdobyły palemkę pierwszeństwa. Jak widzę zupełnego świeżaka, jak Dishonored, czy kontynuację po latach, jak The Darkness II, Max Payne 3, czy Tomb Raider, to przynajmniej wiem, że ktoś nad tym usiadł i pomyślał. Dzięki czemu będzie czymś więcej niż rozwinięciem tego, co już widziałem. A nawet jeżeli nie, to przynajmniej zdążyłem się stęsknić.

Hasło”Bigger, better and more badass” spowszedniało. Działało na wyobraźnie, gdy mówiło się o części drugiej. Ale ten sam zwrot w przypadku coraz to kolejnych sequeli i prequeli przestał przynosić zamierzony efekt. Szczególnie, gdy właściwe zakończenie głównej osi fabuły już miało miejsce. Odbiera to trochę sensu i epickości growych serii. Tak, jak miało to miejsce w przypadku God of War, czy Gears of War. Dwie najnowsze odsłony wymienionych marek o podtytułach Ascension i Judgment nie niosą w sobie już takiego efektu łał.

AscensionMoje biadolenie pokrywa się poniekąd ze słupkami sprzedażowymi. Oczywiście wszystkie wymienione marki, mimo że oskubane, znoszą złote jaja. Ale jaja te nie są już tak okazałe. Wokół tej sprawy zacząłem węszyć, gdy przeczytałem na PPE o rewelacyjnym wejściu na rynek brytyjski Kilo Squad. I rzeczywiście nowe Gearsy wzięły szturmem listę sprzedażową wysp brytyjskich, ale jeżeli przyjrzeć się sprawie z bliska, to pierwszy tydzień po wejściu do regionu PAL (obejmującego prócz Europy, Nową Zelandię, Australię, Afrykę i większość Azji) nie jest nawet w ćwiartce tak dobre, jak w przypadku finału Delta Squad. Natomiast „trójka” musi uznać wyższość kolejno części pierwszej i drugiej (różnica prawie miliona opchniętych egzemplarzy). Również odmłodzony Kratos nie sprzedaje się nawet w połowie tak dobrze, jak epickie zakończenie Boga Wojny (zawierzając danym z VGCharz obecnie liczba opchniętych egzemplarzy prequela oscyluje w granicach 0,7 mln). Do finału Mass Effect również przystąpiło o milion ludzi mniej niż do 2 części. Ba, mimo, że początek Mass Effect nie wyszedł nawet na PS3, to i tak może stawać w sprzedażowe szranki ze zwieńczeniem przygód Sheparda.

Najwidoczniej część graczy, podobnie jak ja, odpłynęło w stronę innych bardziej świeżych pomysłów. Zmęczenie materiału. Niektóre uniwersa powinny po prostu odpocząć. Poczekać na swoją kolej. A nie ładować w nas, jak w kaczki. Tym większy mam szacunek do twórców, którzy nie idą na łatwiznę. Takie choćby Naughty Dogs, które potrafi przerzucić całe siły twórcze z wysłużonego Drake’a na żółtodzioba w postaci The Last of Us. I to pod koniec generacji! Albo takie Irrational Games, które nie boi się wypłynąć z głębi Rapture i jako duchowy spadkobierca wzbić się wysoko ponad chmury aż do miasta Columbia. Aż chce się grać!

Oby następna generacja nie spłynęła znowu tymi samymi tytułami. Bo już po zapowiedzi PS4 dało się się słychać jęki zawodu. Gwoździem konferencji miała być prezentacja Killzone: Shadow Fall. A przecież tym samym gwoździem dobijamy wieko trumienek przygotowanych z myślą o PS3 i Xboxa 360. Chyba nie tego oczekujemy po nowej generacji, prawda?

Grami

Reklamy

One comment

  1. Pingback: O złodzieju nowej generacji i zamknięciu LucasArts słów kilka | (Ł)Okiem Gracza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s