Makulatura na wymarciu


logo

Ostatnio siedząc sobie na kibelku i załatwiając swą konieczność, jak zwykle trzymałem w rękach swój ulubiony szmatławiec. Jako, że w zwyczaju mam czytanie pismaków od dechy do dechy w kolejności chronologicznej, właśnie dochodziłem do wieńczących 186 numer PSX Extreme listów. To tam napotkałem wynurzenia jakiegoś jegomościa nt. przyszłości branży mediów drukowanych. Popadłem w osłupienie. Targnęła mną trwoga. Zacząłem nerwowa drapać się po odsłoniętych partiach ciała. Nie wiem, czy sam to kiedyś napisałem po pijaku, czy na świecie rzeczywiście istnieją bratnie mózgi, które mają podobne doświadczenia i wnioski. Gość trafił w moją sentymentalną strunę. Ja natomiast wyobraziłem sobie rzecz straszliwą.

Ten sam scenariusz. Ta sama sytuacja. Tyle, że 10 lat później. W mych rękach zamiast papierowego periodyku, jakiś tabletopodobny komputerek. O zgrozo! Rynek prasy drukowanej leci na pysk. I to w zastraszającym tempie. Nie tylko growych, lecz ogólnie wszystkich. Nim się obejrzymy w cyfrowym świecie może zabraknąć miejsca na tradycyjne formy przekazu słowa pisanego.

Jeszcze nie dalej, jak dekadę temu, rynek miesięczników growych pękał w szwach. Gdzie nie spojrzałeś tam nowy tytuł. Można było przebierać, wybierać, kupować po kilka jednocześnie. Przez ostatnie 15 lat przez moje ręce przeleciały takie zacne czasopisma, jak Secret Service, Neo, Neo Plus, Komputer Świat Gry, Top Secret (stary i reaktywowany), Click, PSX Extreme, CD-Action, Playbox i wiele innych, których wymienić nie jestem w stanie. Ba! Była nawet nisza na takie wynalazki, jak chociażby Oficjalny Magazyn PlayStation, który mimo skali piractwa dodawał płytki z demami do PSOne, a później PS2.

n1

Na dzień dzisiejszy rynek skurczył się do dwóch największych tytułów: PSX Extreme i CD-Action. Po latach cyklicznego wydawania, Neo Plus zawiesiło broń. Legenda trwająca w sumie od Secret Service pod naporem przeszkód upadła. W dzisiejszym świecie czas jest towarem deficytowym. Często trzeba z czegoś zrezygnować na rzecz obowiązków. Ja musiałem ograniczyć wiele rzeczy. Jedną z nich był limit na czytanie magazynów. Mogłem pozwolić sobie na jeden tytuł i był nim PE.

Jednocześnie mam do ekipy tworzącej N+ ogromny sentyment i szacunek. Gulash i Banan towarzyszyli mi od wczesnych lat dzieciństwa. Prawie, że od momentu kiedy nauczyłem się składać literki w wyrazy. Dział Gry & TV Konsole na rozkładówce SS, w czasach gdy o Internecie słyszeli jedynie w Pentagonie, było moim opus magnum wiedzy. Błogosławieństwo pojawienia się NEO było, prawie że objawieniem. Kilkadziesiąt stron informacji tylko i wyłącznie o konsolach! Toż to rzeka bezmiaru wiedzy. Gdy stara ekipa dorobiła się Plusa w tytule, poczułem się nieco skonsternowany. Na rynku zrobiło się tłoczno. To już był w tym czasie nie pierwszy, nie drugi, a nawet nie trzeci magazyn poświęcony tej samej tematyce. To nie była już nawet rzeka, a cały ocean informacji. Ciężkie jest życie czytelnika, ale co zrobisz. Wesoło wdychałem zapach farby drukarskiej powoli stając się od niej uzależniony. Neo Plus wyparło starszego brzydszego brata. A magazyny komputerowe pożegnały ze swoich szeregów Secret Service. Taka kolej rzeczy. Na rynku wciąż było jednak w czym przebierać.

250x360_173Z czasem moje drogi z Neo Plus powoli się rozchodziły. Szaleństwa PSX Extreme skupiały coraz większe rzesze czytelników. Celowo nie wspominałem o tym periodyku wcześniej. Pisałem, że Neo i Neo Plus nie były jedynymi graczami na rynku. Ale trzymając w rękach pierwszy numer PE nie mogłem dać wiary, że to pismo przeżyje do 3 numeru. Wioska mu ze stron wystawała. Wyglądało to jakby ktoś schlastał papier toaletowy ponurymi kolorami, a jednocześnie zapomniał nadać temu ład. Przez co może i miało to jakiś pomysł na siebie, ale było obskurne i wyzierało amatorką na kilometr. Myliłem się. Ale kto by pomyślał, że ta bolączka wkrótce stanie się punktem zapalającym społeczność pisma.

PSX Extreme szybko nabrało kumplowskiego charakteru, czym nadrabiało swoje początkowe braki. Było to posunięcie godne ustrzelenia staruchy z lochów (ktoś jeszcze śmieje się z tych żartów?). Podobnie, jak pierwsze pisma zajmujące się grami komputerowymi postawiło na kooperacje z czytelnikiem i slangową retorykę. Posługiwanie się luźnymi zwrotami, zabawne wojenki słowne między autorami, wykręcone galerie z udziałem zgredów i żarty przebijające Strasburgera sprawiały, że czytelnik szybko mógł się spersonalizować z autorami. Jeżeli miałbym wskazać jeden powód, przez który to pismo nadal buja się po morzach branży mediów to postawiłbym na umiejętność żeglugi na zmiennym wietrze. To właśnie PE wpadł na pomysł stworzenia strony internetowej z prawdziwego zdarzenia. Chat przyciągał czytelników możliwością zamiany paru zdań z ulubionymi autorami. Forum pękało w szwach, a odnośniki do blogów ludzi ze stopki redakcyjnej sprawiały, że czytania nie było końca (przy okazji polecam oparty również o WordPress blog Mazziego, ostatni wpis datowany jest na grudzień 2012, żyjesz tam jeszcze nasz japoński korespondencie?). Natomiast N+ często musiało nadrabiać straty wobec konkurenta i to właśnie sukces PE wymusił na nim zakup witryny GameOnly (neogo to połączenie nazw obu redakcji).

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie dlaczego taki magazyn z tradycjami, jak Neo Plus, pożegnał branżę trafiłem na blog Kosa. To tam po raz pierwszy zmierzyłem się z cyferkami. Z tego, co zrozumiałem Playbox sprzedawał się w okolicach 20 tysięcy egzemplarzy (minus zwroty). Miał za sobą wielkiego niemieckiego wydawcę, reklamę, a i tak padł. Natomiast nakład konkurenta PE nie przekraczał znacząco połowy tej liczby. Respirator obsługiwany przez 3 najważniejsze persony redakcji, czyli Gulasha, Miela i Faxa, najzwyczajniej nie wydolił przedsięwzięciu. Jak pisałem, czas obecnie jest ekwiwalentem pieniądza. A cięcia budżetu najzwyczajniej w świecie musiały okazać się druzgocące dla ekipy tworzącej pismo. Przerwy w wydawaniu były tego znakiem. Zawieszenie było oczywistym następstwem.

530x650_11473Największy w Polsce magazyn o konsolach już spokojnie może zmienić podtytuł na „Jedyny w Polsce magazyn o konsolach”. Ostatnim papierowym konkurentem PSX Extreme okazał się być CD-Action, a i to konkurentem udawanym. Nikt z konsolowych fanów sięgających po druk nie traktuje tego drugiego, jako typowego przedstawiciela pism konsolowych. Nie czytałem od dawna, ale z tego, co się orientuje jest ono tylko uzupełnieniem przygotowanym pod obecne trendy.

Jednak nawet najwytrwalsi muszą uznać wyższość najważniejszego obecnie medium na świecie. Internetu. To tu sprowadziły się wielkie wydawnictwa. A co za tym idzie pieniądze omijają coraz szerszym łukiem staromodne formy przekazu. Obecnie PE wierząc danym zawartym w giełdzie mediowej (a nie widzę powodu by w miejscu przeznaczonym dla reklamodawców zaniżać średnią sprzedaż) ma nakład na poziomie 45 tysięcy egzemplarzy. I dużo to i mało. Mało jeżeli miałoby to być jedyny sposób zarobku. Dużo jeżeli wziąć pod uwagę liczbę fanów i rozwój marki, która powoli przenosi się do sieci. Tak, tak. Pismo o grach nie jest w stanie przetrwać bez uzupełnienia w formie interaktywnego wydawnictwa. Choćby w takiej postaci, jak PPE, gdzie newsy piszą inne osoby aniżeli redaktorzy pisma. Jest to tani i wygodny sposób docierania zarówno do fanów, jak i osób, które porzuciły kolportaż makulatury. To trochę tak, jak na rynku muzycznym jest ze sprzedażą płyt. Niby nikomu się nie opłaca ich wydawanie, ale jednocześnie jest to najlepsza forma przywiązania słuchacza do zespołu. Pod jego banderą sprzedaje się później ciuchy, kubeczki i zdobywa subskrypcje na kanale YouTube.

530x650_13044Już minęło dobrych kilka lat od mojej ostatniej rozmowy ze Ścierą. Sam zaczątek dialogu to zresztą kolejny świetny przykład integracji czytelnika z pismem. Uwierzycie, że sam zgred naczelny napisał do mnie bo wynalazł mój post na forum bodaj GameOnly i wydał mu się on ciekawy? W związku z czym poprosił bym przekuł go na list i zapakował do wirtualnej koperty by przesłać go w tej formie do Hiva. Najwidoczniej stary pierdziel nie palił dyskami twardymi w domu bo list rzeczywiście się ukazał. W każdym razie ja nie mogłem przepuścić takiej okazji i ciągnąłem tą znajomość póki miałem pomysł, jak by tu jeszcze starego wygę pociągnąć za język. Najwidoczniej padło pytanie o prowadzenie pisma. Być może i sam Ściera w toku dyskusji mi to wyjawił (Alien, jak go pieszczotliwie nazywali redakcyjni podwładni, okazał się bardzo rozmownym i sympatycznym człowiekiem… tak wiem, sam też byłem zaskoczony), że kto wie, czy byłby w tym samym miejscu, gdyby nie sklep PE. To on pozwolił mu się trochę dorobić, a nie godziny pracy i niezliczona ilość potu włożonego w składanie każdego nowego numeru (za co z tego miejsca, jako wieloletni czytelnik, dziękuję). Zrozumiałem wtedy, że pisanie o grach w Polsce to musi być ciężki kawałek chleba.

Przez cały ten czas ów konsolowy periodyk nie przestawał mnie zaskakiwać swą gotowością do zmian. Nie tylko w wachcie, ale i w samym podejściu do idei prowadzenia pisma. Zrobiło się poważniej i rzeczowo. Stopniowo przerzucano siłę ciężkości na to, co w druku zaczęło być najistotniejsze, czyli na teksty publicystyczne. Mimo braku konkurencyjności wobec portali internetowych w aktualnościach, nadrabiano to na PPE, a sam magazyn zaczął obfitować w kontent sięgający daleko poza zasięg internetowych dzienników. Materiały ekskluzywne to zresztą rzecz chyba najistotniejsza jeżeli chcesz zatrzymać przy sobie czytelnika (co chyba pokazał przykład Neo Plusa). A nie świrnięte akcje, za którymi utyskuje spore grono fanów i karci obecny zarząd pisma. Dziś bycie „fajnym” nie jest już tak ważne, jak bycie na topie. Autorzy dorośli, rynek również.

530x650_6272Obecnie sami zgredziole nie ukrywają już możliwości przeniesienia się w całości do Sieci, ale obawiam się, że byłby to ruch skrajnej beznadziei. Powrót do ery e-zinów nie nastąpi. Świetne teksty nawet uzupełnione o inne media nie byłby tym czego szuka dzisiejszy czytelnik. Obniżyłby się prestiż pisma, z czasem brakłoby ekskluzywnych pokazów, a wiadomości i tak podawane by były z przedawnieniem. Podjadany dodatkowo przez piractwo system okazałby się nierentowny. Bo reklamodawcy uciekli by zapewne już na samym początku. Straszna to wizja agonii ostatniego pisma o grach konsolowych w Polsce.

Dziś sieć pożera wszystko. Nawet własne dzieci. Wiele widziałem już serwisów i portalów, które częściej upadały niż wzlatywały. Niesione na fali przypływu, często osiadały na mieliźnie. Obecnie nawet tu zrobił się potężny przesiew. Internetowe redakcje też muszą się nagimnastykować by reklamodawca uznał je za wartościowe. Gdy okazuje się, że nawet kliki idące w tysiącach i grono stałych czytelników nie przynosi zamierzonych celów to ciężko zmotywować się do dalszej pracy. Rynek powoli reorientuje się z gracza hardcorowego, na gracza konsumpcjonistę. Czyli jego mniej ogarniętą wersje, która zamiast czytać i porównywać produkt do innych, sięgnie po niego na skutek dobrze zmontowanej reklamy. Branża nazywa ich casualami, ale jak zauważył Koso na OpenBeta to on zaczyna być siłą dominującą na rynku.

578447_483607891694467_2145548478_nSieć to medialny folwark. Coraz mniej tu czytania, a coraz więcej klikania. Pęd za nowościami by prześcignąć konkurencje nie jest już wystarczający. Teraz wszystko musi być „soszal”. To właśnie na serwisach społecznościowych obecnie najłatwiej walczy się o klienta. Zwłaszcza, że wymieniony wyżej target miast czytać, woli patrzeć. Przesunięcie siły ciężkości z tekstów pisanych na wizualizację nastąpił już jakiś czas temu. Ten wpis równie dobrze mógłby się nazywać „Słowo pisane na wymarciu” bo dziś bardziej medialne okazują się vlogi, gameplaye z komentarzami i inne mniej wyszukane formy przekazu, często napędzane przez samych producentów. Odbiorcę w sieci ciężko skusić do przeczytania długiego tekstu. Ten tu popełniony przeze mnie zapewne doczytają nieliczni. Jeżeli zatem ludzie czytają coraz mniej w internecie, a i po makulaturę sięgają coraz rzadziej to strach się bać, jak będzie wyglądać przyszłość mediów.

530x650_12313Ale tymczasem z PE nie jest tak źle na szczęście. Ściera zostawił fotel prezesa właściwej personie. Zarządzanie pismem z tego miejsca w którym stoję, czyli z perspektywy czytelnika, wygląda bardzo dobrze. Na okładkę trafiają najgłośniejsze tytuły, co przekuwa się na świetne materiały. Reklam nie brakuje. W końcu sklepy zajmujące się sprzedażą gier nie znajdą lepszego miejsca na zaistnienie w wyobraźni 40 tysięcy hardcorowych graczy. Także nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć powodzenia tej niestrudzonej łajbie sunącej nieprzerwanie od lat po niespokojnych morzach mediów. A gdyby okazało się, że jednak wiatr powiał w przeciwnym kierunku i trzeba ze sceny zejść to mam tylko jedną prośbę do redakcji (gdyby ta kiedyś tu przez przypadek trafiła), nie odchodźcie w stylu Playboxa, czy N+. Bo aż szkoda było patrzeć, jak fani obu tych pism popadali w zbiorową histerię. To jest nie fajne. Przypomina mi się sytuacja, gdy na stadionie narodowym zapomnieli zamknąć dachu, przez co trzeba było odwołać mecz grupowy eliminacji mistrzostw świata Polski przeciw Anglikom. Siedzący w ciepłym studiu Jerzy Dudek zagadnął pytająco, czy nie warto by było wyjść do ludzi i powiedzieć im, że jednak mecz się nie odbędzie. Wypadałoby, ale jednak nikt nie miał na tyle dużo odwagi.

Grami

5 comments

  1. Jaskier

    Heh, przeczytałem całe.
    Lata temu zbierałem „CyberMychę”, potem kupiłem kilka numerów „Komputer Świat Gry” (jakoś tak to się nazywało). Stwierdziłem jednak, że lepiej wydać ten piniądz na gry, bo i tak wszystko jest w sieci. Jakby nie było jest to ponad 100zł rocznie do przodu. Obecnie do zakupu przekonałoby mnie załączenie interesującej gry.
    Zdecydowanie czytelnictwo pada. Nie tylko czasopism, ale i książek. To smutne.

    • kamilstryjek

      Zgadzam się z artykułem i pozdrawiam autora, któremu „szmatławiec” nie jest obcy od lat (Słychać to i czuć po różnych kultowych sformułowaniach). Teza, jakoby prasa growa wymierała jest słuszna jednak tylko odnośnie Polski. Na zachodzie to nadal gazety są głównym źródłem informacji (oczywiście nie tych newsowych). Serwisy internetowe pod względem renomy, czy dostępu do exsclusive’ów są jeszcze daleko w tyle.

  2. Pingback: 10 tysięcy minęło jak jeden dzień | (Ł)Okiem Gracza
  3. Onibe

    myślę, że gazety muszą zostać. Bo jak tutaj, np tabletem zabić muchę na ścianie? No i w sytuacjach kryzysowych w toalecie używanie tableta bywa kłopotliwe…

    fajna kolekcja SS. Pochwalę się: mam numer pierwszy😉

  4. Pingback: Przerwa w transmisji | (Ł)Okiem Gracza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s