Zmierzch VII generacji

game overJak to się mawia: umarł król, niech żyje król! Mościwie panująca generacja konsol miała długi i owocny żywot. Jednak jej dni są już policzone. Nadgryzione przez czas, przeżarte przez pędzący postęp technologiczny, odchodzą na zasłużoną emeryturę. Na ich miejsce nieubłaganie zbliżają się następcy. Wraz z pojawieniem się Wii U stało się oczywiste, że Sony i Microsoft nie mogą dłużej zwlekać. Najbliższe kilka miesięcy będzie dla branży tak gorące, że nawet piekło będzie zazdrośnie zerkać w tą stronę. Nim jednak nastąpi ten szalony okres, postaram się na spokojnie namaścić odchodzące sprzęty. Co takiego wniosły do naszej branży? Za co je zapamiętamy? Przez ostatnie 8 lat wiele się wydarzyło. Podążę szlakami przetartymi przez obecne sprzęty i kto wie. Może uda mi się zobaczyć, jakie niespodzianki przyniesie nam przyszłość.

Nowe IP

Heavy-Rain-OrigamiWbrew obiegowej opinii, że siódma generacja odgrzewanymi kotletami stała, trzeba przyznać, że na rynku pojawiło się mnóstwo świeżych tytułów. Tytułów, które stały się kanonem gier video i wizytówką odchodzących sprzętów. Za kilka lat to właśnie te gry, a nie przejście z telewizorów SD na HD, czy rewolucje sieciową będziemy wspominać z rozrzewnieniem. W końcu wszystko w tej branży sprowadza się do naszej miłości zero-jedynkowych światów. Ubisoft zapisało w annałach elektronicznej rozrywki bractwo Asasynów. EA odświeżyło wymierający gatunek survival horrorów. I chociaż Dead Space wydaję się być jedynie łabędzim śpiewem, tak jego sukcesu nie sposób nie zauważyć. Epic wraz z Gears of War wprowadziło do świata gier cover system i rozpowszechniło najpopularniejszy obecnie silnik graficzny Unreal Engine. Modern Warfare (CoD, nie jest nową marką, ale odłączenie się od II wojny światowej to był strzał w 10) zmieniło nasz sposób patrzenia na grę online. Dzięki Red Dead Redemption, Rockstar w końcu udało się nas przekonać, że można zrobić prawdziwie przekonujący interaktywny western. Pupile Sony, Naughty Dog porzucili Jacka i Dextera na rzecz stworzenia następcy Indiana Jonesa. Po sukcesie Uncharted mają jeszcze czas by podkreślić swoją dominację świetnie się zapowiadającym The Last of Us. Sony zaryzykowało biorąc pod swoje skrzydła niepokornego Davida Cage’a i jego studio Quantic Dream. Ryzyko się opłaciło. Duchowy spadkobierca Fahrenheita, Heavy Rain wzbudziło wiele kontrowersji, ale i okazało się komercyjnym sukcesem. Niebawem to studio uderzy równie mocno za sprawą kolejnego thrillera Beyond: Two Souls. Mógłbym tak wymieniać jeszcze długo, ale zamknę ten akapit jedną krótką puentą. Było w co szarpać.

Mechanika gry

gears_cover_systemWyobrażacie sobie dzisiaj strzelaninę bez cover systemu? No właśnie. Ja też nie. Ale jeszcze 10 lat temu nikt o czymś takim nawet by nie pomyślał. Tracić dynamikę rozgrywki żeby chować się za osłoną? Phi… A gra akcji bez żadnych Quick Time Events? Ok, wciskanie przycisków w rytm akcji zadebiutowało już przy okazji poprzedniej generacji. Bóg Wojny, czy chociażby Lara w Tomb Raider Legends pokazali jak to się robi. Ale ostatnie 8 lat to praktycznie pokaz fajerwerków tej mechaniki, że wspomnę choćby o Asura’s Wrath, czy Heavy Rain, które oparły o nią cały gamplay. I te wszystkie uproszczenia. No kurde, kiedyś jak mi brakło amunicji, a energia spadała do poziomu krytycznego w takim choćby Resident Evil to duszę miałem na ramieniu. A teraz? Wszędzie punkty kontrolne, autosavy, możliwość zapisania rozgrywki w każdym momencie. I podpowiedzi na każdym kroku. Kiedyś, jak się zaciąłem w Soul Raver to biegłem do sklepu po magazyn z solucją. Dziś developorzy gracza trzymają za rączkę niczym na wycieczce w Zoo. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Ale nostalgia pozostaje;). W przyszłości do starych rozwiązań już nie wrócimy, a wyjadaczom i hardcorowcom pozostaną takie tytuły jak chociażby osławione Demon’s Souls.

Japońska szkoła developingu w odwrocie

Mass_Effect_3_ShepardGdy na rynku debiutował pierwszy Xbox nikt nie sądził, że jest to zapowiedź nowego układu sił. Japońska szkoła robienia gier jeszcze za czasów PS2 świeciła ogromne triumfy i przeżywała swój największy rozkwit pączkując pomysłami. Kilka lat później amerykańscy i europejscy gracze zostali zaczarowani wszelkiej maści TPS’ami, FPS’ami i action RPG’ami. Gran Turismo zyskało swojego konkurenta w postaci Forzy. Final Fantasy, poniekąd przez nieudolność Squre Enix, poszedł w odstawkę na rzecz Skyrima oraz Mass Effect. Slashery zgniótł Kratos. Sam Fisher jest już równie rozpoznawalny, co Solid Snake. Itd. Itp. Skośnoocy bracia się pogubili i zamiast robić swoje, zaczęli wypluwać gry robione na mańkę zachodnią. Czego efektem są potworki typu Quantum Theory. Japończycy spuścili nawet ze smyczy swoje najbardziej rozpoznawalne marki. I teraz taki Silent Hill robiony jest nie w Japonii lecz w Czechach, a Devil May Cry rodzi się w Anglii. Takie czasy. Czy to się zmieni? Japonia mimo towarzyszących jej ostatnio kryzysów, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. To, że w Kraju Kwitnącej Wiśni umieją robić dobre gry, wiemy wszyscy nie od dziś.

Pecetowe naleciałości

hddinstall001Wejście Microsoftu na rynek konsol zbiegło się z inną ważną zmianą na rynku. Zyskaliśmy dyski twarde. Obecnie powszechne, kiedyś uznawane za luksusowe. Osobiście posiadam jedną z pierwszych 360’tek z 20 GB  na pokładzie. Taka ilość pamięci na dzień dzisiejszy wydaje się archaiczna. Jak nie z tej epoki. Kiedyś wsadzałeś płytę do napędu, wciskałeś start i grałeś. Dziś odpalając grę przykładowo na PS3 (ta jest najbardziej surowa pod tym względem) zastajemy zmuszeni do zrzucenia 5 GB danych w 15 minutowej instalacji i ściągnięcia jakiegoś hiper ważnego patcha, bo autorzy spóźnili się z dokończeniem gry na premierę. Zajo.

Wydłużony cykl życia konsol i brak wstecznej kompatybilności

Obecna generacja utrzymywała się przy życiu bardzo długo. Zdaniem niektórych zbyt długo. Przez co na rynku zapanowała stagnacja twórcza i sprzedażowa. Cykl życia poprzednich generacji sprzętu zwykle kończył się po 5 latach. Premiera Xboxa 360 odbyła się w 2005 roku, a lunch Wii i PS3 w 2006. To już ponad 7 lat gramy na tym samym sprzęcie. Trudno by po takim czasie mogły one nas czymś zaskoczyć (aczkolwiek i tutaj zdarzają się wyjątki). Rozwój grafiki zatrzymał się praktycznie już 2 lata temu. Fakt, że producenci sztucznie podtrzymują ich życie za pomocą dodatkowych usług na niewiele się tu zdaje. Rynek zalała fala odtwórczych sequeli. I gracze mają tego powoli dosyć. Potrzebna jest tu świeża krew. Albo inaczej, świeża moc obliczeniowa i nowe pomysły. Mimo tego nic nie zapowiada, by po premierze następców PS3 i 360’tki od razu nastąpił ich permanentny zgon. Będzie to raczej powolne odłączanie od aparatury podtrzymującej ich żywot. Podobnie, jak to miało miejsce z PS2 (w ten trend nie wpisze się jedynie Wii, które obumierało już od dłuższego czasu). Mniejsze casualowe produkcje na Kinecta i Move pewnie będą wychodzić jeszcze długo po premierze nowych maszynek. W końcu ogromna baza, jaka się w obecnym momencie zbudowała wokół tych produktów nie może zostać zmarnowana.

Metal-Gear-Solid-HD-Collection_2011_06-07-11_039Drugą sprawą jest tutaj wsteczna kompatybilność. Nikt już chyba logicznie myślący nie wierzy by sprzęty nowej generacji odpalały, od tak za frytki, gier z PS3 i drugiego Xboxa (oczywiście tutaj przed szereg wystąpiło Nintendo, które ma własną ideologię robienia pieniędzy). Raz, że te sprzęty będą nadal produkowane. A dwa, zawsze można zrobić jakąś odgrzewaną kolekcję, podciągniętą nowymi teksturami.

Osiągnięcia

Nie ma się co oszukiwać. Kochamy dźwięk wpadających osiągnięć, czy trofeów. Do tej pory takie rzeczy trza było zapisywać na kartkach bądź biec z memory cardem do kumpla. Teraz nagradzanie gracza stało się bardziej miarodajne. Aż się chce przechodzić swój ulubiony tytuł po kilka razy by tylko zdobyć upragnionego calaka/platynkę. Wydawcy znaleźli kolejny sposób by przytrzymać gracza przy swoim produkcie i ograniczyć rynek wtórny. Gracze natomiast dostali kolejny dowód ich uzależniania. Oby w przyszłej generacji owe nagradzanie stało się tylko bardziej realne. Choćby poprzez głupie stroje dla avatarów. To niestety tylko marzenia ściętej głowy. Jeżeli na czymś można zarobić, to po co udostępniać to za darmo?

Przełom sieciowy

psn-or-xblTak, wiem. Xbox Live wystartowało jeszcze w poprzedniej generacji. Ale prawdziwe boom nastąpiło dopiero przy okazji premiery PS3 i Xboxa 360. I nie chodzi tutaj tylko o granie online, które zabrało miliardy godzin ludziom na całym świecie. Online to także nowy sposób dystrybucji gier, który wielkim graczom otworzył oczy na nowe horyzonty, a dla maluczkich tego rynku otworzył drogę do jego podboju. Dzięki usługom sieciowym poznaliśmy choćby takie perełki, jak Limbo, Journey, czy Braid. To dzięki sklepom Xbox Live i PSN drugie życie na konsolach stacjonarnych zyskały platformówki, czy gry logiczne. To w ten sposób powstały pierwsze prawdziwe „growe seriale”, jak chwalone wszem i wobec The Walking Dead. Gdyby nie globalne połączenie konsol, komu byśmy chwalili się swoimi osiągnięciami, przed kim popisywalibyśmy się wykręconymi czasami. W końcu online to także wypożyczalnia filmów, telewizja, Facebook, YouTube i wiele innych rzeczy które jeszcze przed 2005 rokiem nikomu by do głowy nie przyszły (fakt, że do Europy dociera tylko połowa z tych usług). Teraz trend wpisywania się w „soszal netłork” wszedł już na dobre w krew producentom sprzętu i w najbliższych latach będzie się to pogłębiać. Na Wii U już w tym momencie podczas szpili jesteśmy w stanie napisać posta z prośbą o pomoc, wrzucić rysunek, czy po prostu odpisać komuś wedle potrzeb. A to dopiero wierzchołek góry lodowej, której doświadczymy w następnych latach. Już w tym momencie dochodzą nas plotki o możliwości wrzucania/streamowania gameplayów wprost z gry na YouTube. Pamiętajmy też, że Sony wykupiło Gaikai i dysponuje technologią grania w chmurze. Games on Demand od ręki, bez uciążliwego kolejkowania ściąganych plików? Przynajmniej jakiś mniejszych produkcji, bądź tych starszych z ery PS2/PS3. Klikasz i grasz. To mogą być również otwarte wrota dla popularnych ostatnio na PC produkcji typu Free2Play i być może w końcu lek na bolączkę gier MMO, które na konsolach na dzień dzisiejszy praktycznie nie istnieją.

Rozbudowane usługi sieciowe to jednak również zagrożenia dla nas, szarej masy graczy. Bezpieczeństwo płatności online, po wielu wpadkach przy okazji obecnej generacji, stoi pod znakiem zapytania. Wymieranie pudełkowych wersji gier. Szatkowanie produkcji na części by sprzedać gotowy produkt pod płaszczykiem dodatkowych DLC. Czy nagłośniony ostatnio problem online passów. Jeżeli producenci nowych sprzętów pójdą na żywioł walki z piractwem i obiegiem z drugiej ręki to najwięcej stracą na tym gracze. Tematu drążyć nie będę, ostatnio Koso na łamach Polygamii się o tym rozpisywał (być może nieco zbyt fatalistycznie), także zajrzyjcie tam.

Polska na gejmingowej mapie świata!

687639453Długo broniły się ostatnie bastiony. Ale w końcu się wdarliśmy. Na razie na obrzeża królestwa gamingowego, ale zaistnieliśmy. Na tym skrawku ziemi powiewa wydziergana flaga gracza. Polski oddział EA działa bardzo prężnie. I chyba może być zadowolony. W 2012 uczknęło 30%, polskiego rynku gier. Już nie takiego małego runku, trzeba dodać. Ostatnio średniawy Medal of Honor: Warfighter rozszedł się w ilości 50 tysięcy egzemplarzy. Nie mało. Ani Cenega, ani SCEP, ani Ubisoft Polska nie mają powodów do narzekań. W momencie gdy branża na zachodzie popada w stagnację, rynek w Polsce ledwie się nasyca. Ceny konsol w końcu zdają się być do przyjęcia na klatę dla każdego Kowalskiego. Wszelkie promocje sieci komórkowych dorzucających do abonamentu PS3 za 1 zł i medialność gier w przestrzeni miejskiej (widać je już dosłownie wszędzie) stwarza pewną specyficzną modę. Modę, która przynosi konkretne korzyści. W wywiadach w styczniowym numerze PSX Exreme Stefan Nabiałczyk (product manager w polskim oddziale Sony) oraz Kuba Mirski (marketing manager z Microsoftu) przyznali, że te święta były 3x bardziej owocne niż poprzednie. Za to my, szarzy użytkownicy sprzętów do grania, staramy się powoli przyzwyczaić do normalności. W 2010 roku gracze zebrali się pod szyldem akcji We Want Live. Zabrzmi to nieco pompatycznie, ale wszyscy, niezależnie od posiadanego sprzętu, wywierali presję na Microsofcie. Domagaliśmy się by firma, w którą pompujemy nie małe przecież pieniądze, w końcu nas dostrzegła. Start polskiego Live’a miał wymiar poniekąd symboliczny. Dziś większość gier AAA ma już zlokalizowaną wersję językową, co było jeszcze marzeniem kilka lat temu.

A to nie wszystko. Polacy to już nie tylko gracze, ale i twórcy. Niemal cały świat wstrzymywał oddech (może trochę ubarwiam;), gdy CDP Red zapowiedziało konwersję Wiedźmina 2 na Xboxa 360. Wrocławski Techland dobił do brzegu konsolowego światka całkiem udanym Call of Juarez, a po wydaniu Dead Island zostanie tu już chyba na długo. Malutkie City Interactive wypluło na rynek budżetowego Sniper: Ghost Warrior, który okazał się wielkim sukcesem. Jeżeli 2 część sprzeda się równie dobrze (bądź lepiej) może być dla studia ogromnym podmuchem w żagle. People Can Fly było w pewnym czasie zepchnięte przez Epic Games do robienia pecetowych konwersji ich flagowych produktów. Ale po wydaniu świetnego Bulletstorma teraz to oni sami przejęli stery nad ich największą marką obecnej generacji. Kto by pomyślał jeszcze 5 lat temu, że najważniejszego (bo marka Gears of War chyba do takich należy) żegnającego obecną generację exclusiva dla Xboxa 360 będą robić właśnie Polacy? Trochę w tym patriotyzmu, ale trzymam kciuki za naszych rodzimych developerów. Szczególnie za Adriana Chmielarza (pamiętam go jeszcze ze starusienkich numerów Neo Plus, gdzie prowadził kultowe dla mnie „Gawędy po fa(l)i”). Chłop odłączył się od stworzonego przez siebie PCF by odnaleźć twórczą niezależność w nowym studiu The Astronauts. To się nazywa odwaga.

Powrót gatunków skazanych na wymarcie

Char-raymanJuż wspominałem, że gry logiczne, zręcznościowe i platformówki były skazywane przez wszystkich na wymarcie. Tymczasem te gatunki nie tylko podbiły listy przebojów sklepów online, ukazywały się również w wersjach pudełkowych. Jeden z najbardziej udanych platformerów obecnej generacji, Rayman Origins, rozszedł się w 2 mln nakładzie. Zważywszy na technologię w jakiej powstawał okazał się dla Ubisoftu całkiem opłacalny. W końcu do zrobienie pięknej grafiki 2D nie są potrzebne tak wielkie nakłady. Kontynuacja o podtytule Legends zmierza jeszcze na sprzęty obecnej generacji (miała być mocnym ekskluziwem dla Wii U) i jest najlepszym dowodem, że fani starych klimatów przez najbliższe kilka lat mogą liczyć na wysyp podobnych produkcji. Podobnie sprawa ma się do mordoklepek. Wszem i wobec było słychać, że ten gatunek nie podniesie się już z kolan. Początkowo faktycznie próżno było szukać dobrych fighterów. Ale wraz z pojawieniem się Tekkena 5 i Street Fighter IV nastąpił prawdziwy wysyp tych gier. Udany powrót do 2D zaserwował sobie również Mortal Kombat. Natomiast na świat wróciła dawno pochowana seria Dead or Alive. Okazała się być bardzo Alive. Fani juggli i combosów mogą spać spokojnie.

Kontrolery ruchowe

kinect-vs-move-vs-wii-price-comparisonNintendo wprowadziło konsole na salony domostw całego świata. I co by nie mówić zrewolucjonizowało postrzeganie gier. Okazało się, że odłączenie od biernego pstrykania na padzie na rzecz „aktywnego” machania nim przed telewizorem wystarczyło by opchnąć największą liczbę konsol swojej marki. Wii dobiło prawie do magicznych 100 mln sprzedanych egzemplarzy. Co niemalże zdublowało sprzedaż konkurencji. Inną sprawą jest, że odbiorcy tej konsoli nie byli wdzięcznymi klientami, co odbiło się na sprzedaży gier.

Tak, czy inaczej sukces Nintendo nie uszedł uwadze Sony i Microsoftu. Już teraz można założyć, że następca Xboxa będzie miał od startu wbudowanego Kinecta. A ostatnio obiegły świat zdjęcia rzekomych wczesnych wersji padów do nowej konsoli Sony. Dziwnym trafem widać na nich wbudowany ekran dotykowy. To może też świadczyć o możliwości zaadaptowania Vity jako potencjalnego pada do PS4. Z dodatkową wygodą grania nawet poza domem. Sony potrzebuje takich rozwiązań, żeby rozbujać swój przenośny sprzęt. Tym razem inaczej niż przy premierze Wii nikt już z wielkiego N się nie śmieje. Rozwiązania zastosowane w ich sprzętach muszą być brane pod uwagę podczas konstruowania nowych konsol tak by pewnego dnia nie ocknąć się z ręką w nocniku. Ja tam za dotykowym i ruchowym graniem nie szaleję, także trzymam kciuki, że znajdzie się miejsce na rynku na bardziej tradycyjne twory.

z13406038Qz13411398Q

W oczekiwaniu na świt VIII generacji

Za 3 dni, tj. 20 lutego ma nastąpić wielki pokaz Sony. I chociaż nikt z włodarzy nie potwierdził, że ma on dotyczyć nowej konsoli to wiele na to wskazuje. Czy, któreś z założeń zawartych w tym tekście stanie się ciałem? Pewnie tak. Czy w studiach Sony już tworzone są tytuły startowe dla nowej konsoli? Również zapewne tak. Co z tego zostanie nam ujawnione? Pewnie tylko niewielka ilość. Ale i tak będzie to wystarczyło by szeptany marketing między graczami ruszył pełną parą. Idzie nowe!

Grami

5 comments

    • gramisan

      Niepotrzebnie Ci się przykro zrobiło. Masz sporo do nadrobienia. Mnóstwo fajnych gier i chwil z nimi spędzonych. A jeszcze nadciągają następne. Aż trochę Ci zazdroszczę. Poza tym zanim nowa generacja się rozbuja, powinna trochę stanieć. Przesiadka będzie mniej bolesna. Przynajmniej dla portfela.

    • jacktheronin

      Popieram, nie ma co się smucić. Zbliżająca się premiera nowych konsol to doskonały moment na kupno maszyny poprzedniej generacji. Kupujesz konsolę i od razu masz dostęp do tysięcy gier, które używane możesz kupić na allegro bardzo tanio a w tej generacji było naprawdę sporo dobrych tytułów.

  1. Pingback: PostScriptum: Zmierzch VII generacji « (Ł)Okiem Gracza
  2. Pingback: Bomba od Sony zaczęła tykać « (Ł)Okiem Gracza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s