Z archiwum gracza: Grymatografia cz. 3 – Adaptacje filmowe

ngbbs509153d5691f6Wszelkie top-teny, które wyrosły ostatnio w sieci niczym grzyby po deszczu, ładnie wpisują się w trend tabloizacji mediów. Na przełomie 2011 roku postanowiłem dołączyć do tego smutnego marszu ku zagładzie szarych komórek. Z tym, że top-ten najlepszych adaptacji filmowych obróciłem do góry nogami. Zaczyna się więc od pozycji najmniej spartolonej, a możnaby zaryzykować stwierdzenie, że nawet dobrej, by później przechodzić w coraz to głębszą otchłań kinomatografii. Małe ostrzeżenie. Ta lista z uwagi na poziom produkcji ma słodko-gorzki posmak. Jeżeli jesteś fanem kiczu i któreś z pozycji jeszcze nie widziałeś to śmiało możesz zarezerwować sobie kilka godziny.

10. Prince of Persia: The Sands of Time (2010)

Chyba jedyna produkcja z tej listy, która kompletnie nie wpisuje się we wzorcowe kanony filmowej adaptacji gry video. Po pierwsze, jest nawet dobra. Doglądając premiery tego tytułu szerzyły się przede mną wątpliwości. Niepotrzebne, jak widać. Disney stanęło na wysokości zadania. Być może nie przeskoczyło poziomu Piratów z Karaibów, to i tak stworzyło jeden z lepszych filmów przygodowych na przestrzeni ostatnich kilku lat. Widzowie tłumnie odwiedzili kina. W tym jednak wypadku ponad 335 milionów dolarów, jakie film zarobił były w pełni zasłużone. Średnia ocen sięgająca poziomu 7, 2 na portalu Filmweb jest również wystarczająca by, albo nadrobić zaległości (jeżeli ktoś wciąż go nie obejrzał), albo oczekiwać kontynuacji.

 

09. Mortal Kombat (1995)

Dobra. Przyznam się bez bicia. W tym wypadku, bardziej od strony realizacyjno-artystycznej, w grę (tudzież w film) weszły względy nostalgiczne. Przepraszam, ale to chyba pierwszy kinowy obraz, który tak wiernie oddał realia i historię gry video. Dla kilkunastoletniego chłopaka to był szok. Gra na jego oczach nabrała realistycznej oprawy. Budżet na poziomie 20 milionów dolarów przyniósł przychód na poziomie 122 milionów dolarów. To też chyba najlepszy film w dorobku reżyserskim Paula W. S. (Wszystko Spartole?) Andersona. To trochę smutne. Średnia ocen na Filmwebie sięga prawie „siódemki” także w swoim zdaniu nie jestem osamotniony. I jeszcze ta przekozacka muzyka, która chyba na zawsze zostanie w mojej pamięci: „Tutututu…Moooortaaaal Koooombaaat”;). Na kanwie gry pojawiła się również druga część i serial (na siedzeniu reżyserskim usiedl jeszcze więksi partacze), ale o nich, z litości, nie wspomnę.

 

08. Silent Hill (2006)

Ekranizacja kultowego surrvival horror’u to ciężki orzech do zgryzienia. Niby Filmweb wskazuje średnią na poziomie 6, 8. Niby zagrało wszystko, co miało zagrać. Był złowieszczy klimat wiernie oddający realia gry. Była niezła gra aktorska. W końcu był Roger Avary scenarzysta, który dostał Oscara za Pulp Fiction. A jednak czegoś mi zbrakło. Po seansie, nie czułem się spełniony i nie dygotałem niczym pełzające zwłoki z owej produkcji. Fanem gry nie byłem nigdy, chociaż grałem we wszystkie części, ale sądzę, że również fani nie byli zachwyceni. Ot jeden z setek niezłych horrorów klasy B.

 

07. Seria Tomb Raider (2001, 2003)

Jak nie lubię Angeliny Jolie, tak w roli młodej panny archeolog zrobiła tyle na ile pozwolił jej scenariusz. Scenariusz dodajmy, który nie przekroczył granic nawet pierwszej części Indiana Jonesa. Ot trochę więcej efekciarstwa. Ot troszkę pokręcenia tyłkiem. Obowiązkowe ratowania świata. I milionowe zyski. Obie części zarobiły na świecie ponad 431 milionów dolarów. Sporo. Zważywszy, że same kosztowały niewiele ponad 210 milionów. Średnia obu części na Filmwebie oscyluje w granicach 6, 5. Graham King zapewne już zaciera rączki, bo nabył prawa do zbliżającego się wielkimi krokami rebootu serii.

 

06. Seria Resident Evil (2002-2012)

Efekciarstwo. To przychodzi mi na myśl „pacząc” na ekranizacje Resident Evil. Piewsze 3 części serii gier darzę ogromnym sentymentem, ale filmy… filmy nie mają z nimi za dużo wspólnego. Bliżej im do nowych „strzelankowych” odsłon. Także jeżeli szukacie tutaj duchowego spadkobiercy dorobku George’a Romero to się zawiedziecie. Za to Milla Jovovich jest miłą dziewczyną, aktorką może i średnią, ale za to z ładnym tyłeczkiem. Filmweb wskazuje, że dwie pierwsze części są ponad średnią. Brawo. Jak sobie na to zasłużyły, nie potrafię jednak odpowiedzieć.

 

05. Final Fantasy: The Spirits Within (2001)

Ok. Nie przeszedłem w życiu nawet jednej części Final Fantasy. Szczerze. Można jednak zarazem powiedzieć, że dzięki temu byłem jednym z bardziej obiektywnych widzów tego obrazu. I prócz szumnie zapowiadanej jakości animacji (jak na swoje czasy robiła ogromne wrażenie ) nie zauważyłem w nim nic, co wzbijałoby go ponad przeciętność podobnych produkcji. Ni to artystyczny kąsek, ni wierna adaptacja (chyba). Nie wiem, co to właściwie miało być. Ja się wynudziłem. Za to ponad 6 tysięcy innych widzów, którzy zagłosowali na ten film na Filmwebie była innego zdania. Ciekawe czy komukolwiek z nich zapadł ten film w pamięci na dłużej. Osobiście w to wątpię.

 

04. Tekken (2010)

Aktorstwo? Po co? Scenariusz? Że co? Dwight H. Little powinien skończyć swoją karierę na “Uwolnić Orkę 2”, jednak jej nie skończył i poczęstował wszystkich graczy takim potworkiem, jakim niewątpliwie jest ekranizacja Tekkena. Kurczę, nie oglądało się tego nawet źle. To jakbyśmy się przenieśli do 84 roku i na powrót jarali się produkcjami na poziomie Karate Kid. Filmweb wskazuje ocenę 5, 7, a ja spuszczam zasłonę milczenia.

 

03. Seria Street Fighter (1994, 2009)

Jean-Claude Van Damme, jako Guile z pierwszej części, oddaje niemal w całości cały koncept adaptacji filmowej. Scenariusz filmu znacząco oddalił się od fabuły gry. Ot typowy misz-masz, z którego pozostał jedynie niesmak. Niestrawny pierd z jego pozostałości w postaci kontynuacji Street Fighter: Legenda Chun-Li to idealne podsumowanie całokształtu. 10 lat za murzynami, jeżeli chodzi o montaż (przypomina nieco produkcje z lat 70). No i ten poziom aktorstwa …ehhh… Przynajmniej możemy się pochwalić (pochwalić?), że za scenariusz drugiej części odpowiadał Andrzej Bartkowiak. Obie części znalazły się według ocen użytkowników Filmwebu poniżej krytyki.

 

02. Super Mario Bros. (1993)

Pierwsza adaptacja gry video oczywiście musiała bazować na najpopularniejszym ówcześnie tytule. Mario w konwencji filmowej jednak nie miał nic związanego ze swoim oryginalnym pierwowzorem. Shigeru Miyamoto gdyby był w grobie pewnie by się w nim przewrócił o 180 stopni. Jednak w nim nie był, a Mario tak jak kiedyś świeci triumfy również dziś. Psychodeliczny obraz Rolanda Joff’e i Deana Semlera nie przypadł do gustu chyba nikomu, ale nie przeszkodziło mu to w zdobyciu zawrotnej, jak na tamte czasy, sumy 20 milionów dolarów. Filmweb wskazuje średnią 5,3, ja oceniam go chyba nawet niżej.

 

01. Filmy Uwe Bolla (2003-TBC)

Uwe Boll. Stanowczo numer jeden na tej liście. Przeszedł wszystkich wyżej wymienionych. Paul W. S. Anderson mógłby mu stopy lizać. Mistrz kiczu. Od momentu nakręcenia House of the Dead aż po Bloodrayne: The Third Reich, wszystkie jego produkcje trzymają równy (niski) poziom. Nie wiem jak, ale Uwe wciąż zdobywa widzów. Ostatnio pozwolił sobie nawet na film o Auschwitz. Zabiegi materketingowe wystarczyły by wypromować nazwisko. Średnia ocen na Filmwebie? Sami sprawdźcie. Wszyscy gracze na całym świecie zaciskają kciuki by Boll w końcu przestał kręcić. Czy to w końcu nastąpi? Oby.

 

Grami

Advertisements

7 comments

    • jacktheronin

      Dla mnie numerem jeden jest Super Mario Bros. Po prostu WTF? Jak ktoś z Nintendo mógł to zatwierdzić?
      Poza tym do listy dorzuciłbym jeszcze Double Dragon:) Swoją drogą, jak to jest że filmowcy przeważnie na warsztat biorą gry z których generalnie trudno zrobić film. Np. właśnie Mario, przecież to gra w której biega się hydraulikiem, zjada grzybki i ratuje księżniczkę, brakuje tam treści na podstawie której można by stworzyć satysfakcjonujący i trzymający poziom film. Dlaczego nie wezmą się za gry w których fabuła jest jednym z integralnych elementów? Też jest w czym przebierać, chociażby Mass Effect, MGS (chociaż tej grze i tak już nie dużo brakuje do filmu), L.A Noire, Red Dead Redemption, GTA, Uncharted?

      • gramisan

        Oj tak. Double Dragon to moje niedopatrzenie. Ale ma ode mnie w pełni zasłużone honorowe miejsce wśród reszty wesołej gromadki. Co do wymienionych przez Ciebie tytułów… Autorzy podczas kręcenia Super Mario Bros. nie brali ich pod uwagę bo ich zwyczajnie jeszcze nie było nawet w planach;). Mario było pierwszą tak popularną grą, która szturmem wbiła się do popkultury. Były pieniądze do zrobienia, to producenci filmowi wyciągnęli po nie swoje kosmate łapska. Oczywiście mogli skorzystać z ówczesnych gier pokroju Another World, czy innego Monkey Island (ten przynajmniej doczekał się duchowego spadkobiercy w Jacku Sparrow), ale nie sprzedałoby się to równie dobrze. I tyle. Kółko się zamyka. Na marginesie, ponoć coś tam się w temacie filmowego MGS’a dzieje. Mówi się, że na stołku reżyserskim miałby usiąść Kurt Wimmer (chłop od Equilibrium). Brzmi prawdopodobnie, ale co z tego wyjdzie i czy cokolwiek z tego wyjdzie, to nie wie pewnie sam Hideo Kojima.

      • jacktheronin

        No to prawda że w czasach gdy powstał film Super Mario królowały raczej proste gry pozbawione fabuły. Niestety mimo wszystko teraz gdy na rynku jest więcej tytułów z głębszą fabułą nadal jednak kręci się House Of The Dead, Blood Rayne itd. Prince of Persia to też jednak była głównie gra akcji. Co do filmowego MGS’a to już od dawna pojawiają się newsy że coś się dzieje ale właśnie nic z tego nie wychodzi:/ Podobnie z Mass Effectem. Przypomniała mi się swoją drogą jescze jedna słaba, kinowa adaptacja gry – Max Payne. Przyznam szczerze że w połowie wyłączyłem, tego filmu dla mnie nie uratowało nawet to że grał tam Mark Whalberg, bardzo lubię tego aktora.

  1. Jaskier

    „Scenariusz dodajmy, który nie przekroczył granic nawet pierwszej części Indiana Jonesa.”
    „Poszukiwacze zaginionej Arki” to film kultowy, jeden z lepszych filmów przygodowych w ogóle. Żadne z filmideł z panią Jolie nie mogło i nie może się z nim równać.
    Średnie z Filmwebu nie oddają rzeczywistości, za dużo ludzi rzucających na lewo i prawo jedynkami bądź dziesiątkami.
    Btw, a jak oceniasz „Postal”?

    • gramisan

      Szczerze przyznam, że nigdy nie obejrzałem go w całości. Zakończyłem mniej-więcej w połowie. Ale to by się akurat pokrywało z moimi wrażeniami płynącymi z samej gry, której również nigdy w całości nie przeszedłem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s