Piguła: Alternatywna historia wojen światowych

USA_brit_nazi_flagOstatnio z zainteresowaniem przypatrywałem się dyskusjom toczącym się wokół książki „Pakt Ribbentrop-Beck” Piotra Zychowicza. Faktem jest, że nie wszyscy dali się porwać odważnej wizji autora (vide recenzja książki Piotra Osęki z zeszłorocznego 5 numeru Newsweek Historia), jednak już samo to, że wiele osób (i to wcale nie głupich) nie potrafiło przejść koło niej obojętnie, jest najlepszym dowodem na to, że lubimy gdybać. Ja lubię. I o ile Zychowicz starał się zachować pozory naukowej teorii, niektórzy autorzy zrzucili ten płaszczyk i poszli o kilka kroków dalej. Przerażająca wizja, gdy wojna światowa się nie skończyła bądź skończyła się nie pomyśli aliantów potrafi wpędzić w zadumę. Wieki średniowiecznego mroku nieomal nie otworzyły swych wrót ponownie w XX wieku. W tym mroku mógł zaginąć świat, który znamy. Oto kilka przykładów takich śmiałych wizji.

Książka:

Człowiek z wysokiego zamku – Philip K. Dick

vk2837_okladka-640To zacna książka. Idealnie wyważona niemal w każdym aspekcie. Czytelnikom Dicka, czy nawet osobom pobieżnie zaznajomionym z jego twórczością (chociażby poprzez kultową filmową adaptację „Blade Runnera”, czy niezłego „Raportu Mniejszości”) nie trzeba mówić, że gość miał łeb na karku. Zabieg obrócenia historii wyszedł mu niemal bezboleśnie, dzięki czemu wszystkie fakty trzymają się kupy. Mamy rok 1962 (czyli dokładnie rok wydania „Człowieka z wysokiego zamku”). Państwa Osi niepodzielnie rządzą światem już od 1948, czyli od momentu zakończenia II wojny światowej (w tej rzeczywistości USA broniło się aż do tego roku). Ameryka została rozdzielona między strefy wpływów Japońskich (Zachodnie Wybrzeże) i Niemieckich (Wschodnie). Sąsiadów, których coraz mocniej zaczyna dzielić swoista zimna wojna, chroni strefa buforowa. Plan eksterminacji podludzi spełnił swoje zadanie w stu procentach. Afryka jest wolna od murzynów i zasiedlona przez rasę panów z Włoch i Niemiec. Europa pozbyła się już dawno zbędnego żydowskiego i słowiańskiego balastu (tych drugich, czyli nas, pozamykano w rezerwatach na Kaukazie) i niemal w całości leży u stóp Hitlera. Przynajmniej leżała, bo ten właśnie umiera. Tymczasowym następcą zostaje Martin Bormann. Za kurtyną pogrzebową między Reinhardem Heydrichem, a Goebbelsem rozgrywa się polityczna bitwa o stanowisko Führera Wielkiej Rzeszy. Nazistów rozpiera energia rozpędu. Podbicie świata to dla nich za mało. Pęd za ideałem człowieka prowadzi ich do podboju układu słonecznego. Na razie zatrzymali się na Marsie i marzy im się Wenus. Echa tych wydarzeń dobiegają do małego radia Juliany gdzieś na bezdrożach USA.

I w tym niewielkim zabiegu tkwi cały haczyk. Wielkie wydarzenia tego świata zostają zepchnięte na plan boczny. My zostajemy zaabsorbowani losami dnia codziennego trójki głównych bohaterów – prócz Juliany, tą zwichrowaną rzeczywistość przychodzi nam obserwować oczami Franka i pana Tagomi. Byśmy się nie nudzili Dick postanowił wpleść dodatkowo alternatywną historię umiejscowioną w alternatywnej historii. Innymi słowy, pozwolił bohaterom książki (a konkretnie Hawthorne’owi Abendsenowi, autorowi zakazanej w Rzeszy fikcyjnej powieści Utyje Szarańcza) zabawić się w ich własne „Co by było gdyby?”. Brzmi pokrętnie (i takie jest), ale wszystko zostało doprawione idiotoodpornym stylem, tak by wielowarstwowość nie przytłoczyła czytelnika. Ja wizje Dicka łyknąłem bez popitki, polecam sprawdzić i Wam. Ponoć miał powstać z ręki Ridleya Scotta nawet miniserial bazujący na książce, ale gdzieś w okolicach 2011 roku słuch o nim zaginął.

Film:

Vaterland – Tajemnica III Rzeszy – reż. Christopher Menaul

Ok. Film jest stary i stylówką bliżej mu do produkcji telewizyjnej niż pełnoprawnej produkcji z wielkiego ekranu. Słabiutka realizacja, manekinowa podgrywka aktorów, reżyser klasy średniej lubujący się w męczeniu widza długimi, monotonnymi dialogami. Wymień, co chcesz, ten film to ma. Fabuła się rozłazi i ma mnóstwo luk. Ale setting! Setting jest znakomity.

Historia bazuje na wydanej w 1992 roku powieści Roberta Harrisa i stanowi znakomity punkt wyjścia. Zbliżają się 75 urodziny Hitlera, które stanowią dobrą okazję by zwabić do siebie prezydenta USA, Roberta F. Kennedy’ego i w końcu ocieplić stosunki między dwoma mocarstwami. Wciąż tli się wojna na wschodzie, ostatnie bastiony zepchniętych w głąb Azji Rosjan prowadzą rozpaczliwą walkę partyzancką. Słowianie z podbitych regionów pełnią rolę niewolników, zakazane są z nimi jakiekolwiek innego rodzaju kontakty. Tymczasem wewnętrzne służby bezpieczeństwa Gestapo i SS prowadzą ze sobą gierkę o nadrzędność władzy…

I mogę nawet przymknąć oko na intrygę szytą tak grubymi nićmi, że szramy na niej stają się widoczne już na pierwszy rzut oka. Otóż świat w tej alternatywnej rzeczywistości nigdy nie dowiedział się o okrucieństwie Holocaustu. To nic, że w rzeczywistości Amerykanie wiedzieli o nim na długo przed końcem wojny. To nic, że Niemcy dalej serwują im historyjkę o wywożeniu ich na wschód (O’rly? Przez tyle lat?). To nic, że po finałowej scenie złapałem się za głowę w geście typowego facepalmu. Całość i tak jest godna polecenia. Tak wyglądałaby Europa pod jarzmem hitlerowskiego buta. Szara, brudna rzeczywistość, ale ściśle poukładana na doskonały wzorzec Deutsche Ordnung.

Gra:

Iron Storm – dev. Rebellion (PS2)

256px-Iron_Storm_boxartGra Iron Storm nie wyróżniała się od swoich konkurentów w 2004 roku ani gameplayem, ani grafiką. Za to miała pomysł na siebie. Mamy rok 1964, a I wojna światowa trwa już od 50 lat. Jak to możliwe? W 1917 roku rewolucja bolszewicka nie dochodzi do skutku. Przerywa ją wpływowy baron Nikołaj Aleksandrowicz Ugenberg. Tworzy potężne imperium euroazjatyckie, a siły ruso-mongolskie stają się główną siłą napędową wojny. W 1933 Niemcy i Austro-Węgry dołączają do aliantów. USA i Wielka Brytania wspierają kraje Europy zachodniej militarnie i ekonomicznie. Żadna ze stron nie jest w stanie uzyskać konkretnej przewagi nad przeciwnikiem.

Takie umiejscowienie akcji pozwoliły developerowi (oryginał powstał spod dłuta francuskiego studia 4X Studios, twórców nie tak dawno wydanego The Cursed Crusade) na małe szaleństwo w mieszaniu faktów. Gracz bierze udział w typowej dla I wojny światowej walce pozycyjnej by po chwili wziąć udział w wojnie błyskawicznej z użyciem broni automatycznej, radarów i czołgów. A to tylko po to by po chwili znaleźć się w dżungli Wietnamu i walczyć np. z helikopterem. Brzmi dobrze. Sam przebrnąłem przez 2 levele, więc opinii wydać nie mogę. W 2005 roku studio Reef Interactive wydało na PC remake gry o nazwie World War Zero. Może być to ciekawa propozycja dla posiadaczy słabszych komputerów chcących się (i kogoś) co nieco rozerwać.

Grami

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s