Plejada: Najlepsze gry dla kilku osób na jedną kanapę

Co-Op+Games.+Just+something+I+thought+of+and+eventually+made_bef72e_3318084

Multiplayer przestał kojarzyć się ze wspólnymi posiedzeniami na jednej kanapie bądź też odwiedzinami w salonie gier. Multiplayer teraz to synonim słowa online. Ludzie przestali gromadzić się pod strzechy jednego domostwa. Wolą pozostać we własnych czterech ścianach i niczym do Matrixa podłączają się do wirtualnego globalnego świata za pomocą kabelka. Czas powiedzieć stop onlinowym skrytograczom! Oto kilka źródeł, które dostarczają najwyższych lotów wrażeń tylko pod jednym warunkiem. W jednym pomieszczeniu musi się znajdować więcej niż jedna osoba.

Bijatyki – PS3, Xbox 360, Wii U, PC

W tym miejscu nie da się podać jednego słusznego przykładu. Napiszę Tekken to obrażą się wielbiciele Soul Calibura. Za punkt wyjścia wybiorę Street Fightera, a ktoś z tłumu ciśnie we mnie kamieniem z wygrawerowanym smoczym logiem itd. Jaką byście bijatyką nie dysponowali, gawiedź będzie usatysfakcjonowana. Bijatyki mają do siebie to, że nawet niedzielny gracz jest w stanie przysiąść do pojedynku z weteranem i wygrać rundę, a nawet cały pojedynek. Oczywiście doświadczenie procentuje, ale każdy jeden pojedynek może dostarczyć zastrzyku emocji i niespodziewanie obrócić się wobec niekwestionowanego faworyta. Ot przykład mojej dziewczyny, która niemiłosiernie mnie ostatnio tłucze w Street Fighter x Tekken. Oczywiście w swoim wachlarzu umiejętności dysponuje mocnymi argumentami w postaciach Ryu i Kena, którymi nieprzerwanie gram od czasów SNES’a. To jednak wystarczy, że zdam się na ślepy los w randomowym wybieraniu fighterów i szanse stają się bardzo wyrównane. Innymi słowy, o ile nie dysponujesz umiejętnościami gracza turniejowego, obojętnie, czy odpalisz: Tekkena, Soul Calibura, Dead or Alive (moją starą/nową miłość porzuconą gdzieś za czasów Dreamcasta), Street Fightera, czy Mortal Kombat i zasiądziesz do szpili z laikiem, czy z graczem z bagażem doświadczeń bawić się będziesz przednio. Gry przeznaczone są na krótkie sesje, sprawdzają się zatem znakomicie w większych grupach osób w spontanicznie dobieranych parach.

fighting_games_unite_by_jinxonhog

Gry sportowe – PS3, Xbox 360, Wii U, PC

Gry sportowe nie są dla wszystkich. To oczywiste. Musi zostać spełniony przynajmniej jeden czynnik. Twój rywal musi znać podstawowe zasady gry. Nie musi być wielkim fanem konkretnej dyscypliny, ale powinien zdawać sobie sprawę z czym to się w ogóle je. Jako, że żyjemy na Starym Kontynencie, oczywistą palemkę pierwszeństwa mają u nas gry traktujące o piłce kopanej. Tutaj wykrystalizowały się dwa obozy, które często potrafią się przenikać. Większość graczy starej daty, jako swojego faworyta do rozgrywki podadzą Pro Evolution Soccer (niegdysiejszy ISS). Bo to właśnie piłka kopana od Konami w czasach PSX’a świeciła największe triumfy i do dnia dzisiejszego wychodzi z regularnością zmiany kalendarzy. Ile to ja włosów wyrwałem z powodu tej gry w czasach młodości może świadczyć moja bujna, odbijająca słońce, czupryna… Widziałem łamiące się (często na głowie oponenta) z jej powodu pady, widziałem rozlatujące się przyjaźnie i rozwody… Nie, no jadę po bandzie. Ale gra jest swego rodzaju legendą pierwszego PlayStation (do wcześniejszych asów stadionowych wygibasów – kultowego Sensible Soccera znaczy się – nie ma co wracać). I w tej erze zbierała najpochlebniejsze opinie. Do czasu, gdy Elektronicy nie wzmocnili swojego szpila na licencji FIFA. Wtedy obóz wyznawców gier z serii PES, zaczął się dzielić, na tych którzy zostali wierni i na tych, którzy słusznie docenili wyższość gier spod dłuta EA Sports. Ostatnie wydania obu gier oznakowanych numerkiem 2013 znowu nieco poprzestawiały układ sił. PES znowu wrócił do utraconego w czasach PS2 specyficznego feelingu piłki nożnej. Dynamiczniejsza niż u konkurencji rozgrywka może się podobać. Co byście nie wybrali, bawić powinniście się przednio. A gry sportowe to przecież nie tylko piłka nożna. Resztę gier wartych uwagi (a praktycznie wszystkie gry sportowe są dobre na kanapę) przedstawiłem już kiedyś w krótkim filmiku.


The Cave – PS3, Xbox 360, Wii U, PC

Osobiście wynudziłem się jak mops, ale moja dama – rozpływała się w superlatywach. Gra nie mieści się w sztywnych ramach ani gier typowo puzzlowych, ani platformowych. Stanowczo nie jest to też standardowa przygodówka. To coś pomiędzy. Coś, co wyrosło na kanwie samotnego Limbo. Więcej tu wygibasów szarych komórek, aniżeli palców. Jeżeli jednak kochacie się w Limbo, a i Machinarium nie jest Wam obce, to rozumiecie jakiego rodzaju rozgrywkę będziecie dzielić na pół. Gwoździem programu jest – nie spodziewacie się – jaskinia, która każe Wam robić różne dziwne rzeczy. Cel? Jeżeli przejedziemy próbę, spełni się nasze marzenie. Śmiałków jest siedmiu, tylko trzech możemy zabrać w podróż. Marzeń może być tak dużo, jak dużo jest charakterów, zatem i droga do nich może się różnić (jak bardzo tego nie wiem, bo nie miałem siły na ponowne przejście, ale jedno jest pewne – nie wszystkie levele ulegają zmianie). Czasem naszą gehenną może być zatrucie rodzinnego obiadu, czasem nabruździmy w czasie i cofniemy się do prehistorii by wywołać zamieszanie w teraźniejszości, a nawet przyszłości. Co by nie psioczyć – bywa ciekawie. No i nie brakuje typowego „Gilbertowskiego” (Monkey Island anyone?) humoru.

Następna strona->

About these ads

  1. RaDaR

    a co z grami jak buzz , singstar , guitar hero , dj hero etc . wiadomo wymagaja dodatkowego sprzetu ale warto o nich wspomniec chociaz, bo naprawde gry towarzyskie rozwijaja sie duzo lepiej na mowach i kinectach

    • gramisan

      Wymienione przez Ciebie tytuły to już typowe „imprezówki”. A ja celowałem w tytułu, które owszem są przystępne dla „niedzielniaka”, ale i będą łakomym kąskiem dla prawdziwego gamera. To raz, a dwa – lista, jak wspomniałem na końcu tekstu, jest totalnie subiektywna. W ostatnią grę muzyczną grałem bodaj na PSX’ie i był nią Music Maker. Z wymienionych liznąłem tylko Buzza i bawiłem się tak dobrze, jak dobrze przy quizie można się bawić. Nic ponad to. Równie dobrze można by było spisać pytania na kartkach i bawić się w realu. Ale to tylko moja opinia. Ogólnie gry imprezowe to temat na osoby wpis. Może kiedyś go popełnię;).

  2. tomiga

    Z wyścigów osobiście na imprezę polecałbym mocno niedocenionego Blura. Moim zdaniem lepszy od Split/Second (choć w tego drugiego grałem tylko w demo – nie porwało mnie). Z mniej znanych tytułów sporo frajdy daje Supersonic Acrobatic Rocketpower Battle-Cars – gra w piłkę nożna przy pomocy zdalnie sterowanych samochodzików – miodne (choć troszkę czasu trzeba na opanowanie sterowania). Sport Champions to też pozycja obowiązkowa aczkolwiek rozumie, że ta gra łapie się po gry typowo imprezowe. Z bijatyk bardziej retro warto wspomnieć Scotta Pilgrima, Rag Doll Kung Fu (kupa śmiechu), czy Kung Fu Live (ciekawy eksperyment)

    • gramisan

      A ja miałem odwrotnie w pojedynku Blur vs Split/Second. Oba tytuły wyszły w tym samym czasie. Oba były dobre. I oba niestety zaliczyły klapę;/. Ja sięgnąłem po Split/Second i byłem zadowolony z zakupu. Blur jest na moim rozkładzie jazdy, także niedługo sprawdzę jak to jest z jego jakością. Szkoda mi obu. Bo publika kompletnie ich nie doceniła. Scotta Pilgrim, mówisz że warto sprawdzić? Kilka razy się nad nim zastanawiałem i jakoś nie było mi po drodze. Wezmę pod uwagę. Dobrych gier dla dwóch osób nigdy za wiele;).

      • tomiga

        Scott mi się podobał ostatnio właśnie na imprezie łupaliśmy na 3 graczy… fajnie się gra szczególnie jak widziałeś film, który też swoją drogą polecam
        .

  3. tomiga

    A jeszcze odnosnie Cave… ciekawa gra… ale obraziłem się na nią kiedy zblokowałem się i nie mogłem kontynuować gry bo doprowadziłem do sytuacji gdzie żadną postacią nie mogłem nic zrobić. Save niestety też był w miejscu gdzie już było „po ptokach”

      • tomiga

        Pewnie kiedyś jeszcze do niej wrócę.. ale przyznam, że trochę mnie zniechęciła tym że można się zaciąć… w XXI wieku już takie rzeczy nie powinny się zdarzać.

  4. RoninJack

    Lara Croft The Guardian Of Light była świetna. Bardzo niepozorny ale świetnie pomyślany tytuł. Bardzo fajne było to że Co-Op’owe elementy nie sprowadzały się jedynie do podsadzania drugiego gracza albo wspólnego otwierania drzwi.

  5. Pingback: 10 tysięcy minęło jak jeden dzień | (Ł)Okiem Gracza
  6. Pingback: Brothers: A Tale of Two Sons – cyfrowa gra roku 2013? | (Ł)Okiem Gracza

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s